Kobieta w kamaszach, czyli jak zostać żołnierzem Wojsk Obrony Terytorialnej

środa, Październik 24, 2018 13 2

Czy mając 37 lat na karku i będąc kobietą, można zostać żołnierzem? Czy da się przeżyć szkolenie i być zadowolonym z przeżytych doświadczeń? Postaram się Wam we wpisie przybliżyć, jak wygląda cała procedura zostania Terytorialsem i opowiedzieć jak to wygląda w rzeczywistości z mojej perspektywy, opierając się o swoje doświadczenia i Wasze pytania, jakie mi wysłaliście.przysiega lew -1

Jakie są wymagania by zostać żołnierzem Wojsk Obrony Terytorialnej?

Przede wszystkim musimy być pełnoletnimi, niekaranymi i zdrowymi obywatelami Polski i zgłosić się z chęcią pełnienia służby w tym rodzaju wojsk w Wojskowej Komendzie Uzupełnień, właściwej swojemu miejscu zameldowania. Resztę szczegółów dość dokładnie opisaną znajdziecie tu klik. W praktyce wymaga to kilku spotkań (rozmowa kwalifikacyjna, zwiedzanie jednostki), wypełnienia sporej ilości druczków i tournee po lekarzach. Ostatni etap to otrzymanie karty powołania i książeczki wojskowej. Z kartą stawiamy się w konkretny dzień, pełni obaw i z pełną torbą (rzeczy potrzebnych i mniej) w jednostce i rozpoczyna się nasza przygoda.

 

Jak wygląda szkolenie i dzień w wojsku?

Dla osób, które nie składały przysięgi wojskowej rozpoczyna się ono szkoleniem podstawowym, 16-dniowym, takim, na którym byłam, które się kończy złożeniem przysięgi wojskowej. Cały cykl szkolenia trwa przez 3 lata (więcej można poczytać tu klik) i odbywa się je rotacyjnie. Całość jest zaplanowana w taki sposób, że nie koliduje z pracą (kolejne szkolenia są szkoleniami weekendowymi).  Ciężko mi się wypowiedzieć w temacie jak wygląda to od środka jak się pracuje w firmie na umowę, czy pracodawca się krzywi, bo mnie ten temat nie dotyczy, sama jestem sobie szefem. Jednak sądząc po ilości osób pracujących, nie ma z tym problemu, choć nie każdy szef jak opowiadano był zadowolony z tego, że pracownika nie będzie 16 dni. Szkolenie jest bardzo intensywne, nowowstępujący są szkoleni z działań na polu walki, strzelectwa, terenoznawstwa, działania w izolacji. Do tego dochodzi żołnierska musztra. Całość jest tak zaplanowana, że cywil nie ma czasu nawet pomyśleć o tym, że się nudzi, nie ma czasu na odpoczynek czy wylegiwanie się w ciągu dnia.

Wojsko uczy szybko spać, szybko jeść, szybko się pakować, szybko się ubierać i szybko myć. Dzień w wojsku zaczyna się o 5;45, kończy o 21:45. Jednak z mojego doświadczenia, nie zdarzyło mi się spać dłużej niż 6,5 godziny, bo trzeba było i wypastować but, zrobić pranie, wykąpać się, spakować na kolejny dzień. 10 minut od pobudki do zaprawy było dla mnie zbyt krótkie, więc kładłam się spać przeważnie dużo później a wstawałam o 5 rano. Wszystko się robi w tempie, nie ma czasu na pogawędki przy obiedzie czy czytanie książek. Dzień zaczyna się od porannej zaprawy: bieganie, ćwiczenia. Po całym dniu intensywnych zajęć na myśl o zaprawie robiło mi się niedobrze, bo rano wstawałam obolała (prościej rano było powiedzieć co nie boli, niż co boli) i bieganie kilku kilometrów było ostatnim, o czym marzyłam.

przysiega wot 20.10.2018 suwalki-10

Jedzenie

Nie należę do osób wybrednych i marudnych, ale monodieta z ryb w puszkach i gałek w sosie zwanych kulkami mocy na pewno nie jest tym, co lubię najbardziej. Bywały dni, że jedzenie było bardzo smaczne. Brakowało mi świeżych warzyw i owoców, na co dzień jem ich sporo a tam były w śladowych ilościach. Jedzenie to zdecydowanie jeden ze słabszych punktów życia wojskowego, zważywszy na fakt, że nie dość że nie były to wyżyny artyzmu kulinarnego, to jeszcze na tempo. Żeby nie było jednak tak negatywnie, to słodka herbata z kotła i równie słodkie kompoty były na liście moich ulubionych smaków!

Czy była „fala”?

Należę do pokolenia, które oglądało „Samowolkę” i „Kawalerię powietrzną” dokładnie w latach, kiedy nasi koledzy, chłopcy chodzili na komisję wojskową, bo była jeszcze wtedy obowiązkowa służba wojskowa. Tak naprawdę obraz wojska jaki miałam w głowie był negatywny. Rzeczywistość okazała się zgoła inna, choć niektórzy czują nostalgię za tym jak wyglądała „zetka” podkreślając w rozmowach, że teraz to jest lekko, bo kiedyś to wyglądało zupełnie inaczej. Mój komentarz do tego jest taki, że kiedyś tez zrzucano noworodki niepełnosprawne ze skał a kobiety palono na stosie. Dziś jest dziś i trzeba patrzeć ze świeżej perspektywy.
Krzyczą podobnie, wulgaryzmów nie brakuje ale fali nie ma i nikt pompek na suficie nie robił. Z drugiej strony mam świadomość, że pozwolenie na rozpasanie nie byłoby dobre, nie mniej jednak równowaga we wszystkim musi być.

Czy było bardzo ciężko?

Z mojej perspektywy tak. Mimo, że przygotowywałam się do wysiłku fizycznego, na pewno nie założyłam że dojdzie do tego czynnik zmęczenia organizmu, braku wystarczającej ilości czasu na regenerację, obciążenie psychiczne i tęsknota za domem. Wszystko to powodowało, że czasami po prostu puszczały emocje. Ciężko jest się czołgać mając nogi sine od pachwin do kolan, z odnawiającymi się starymi kontuzjami, gdy ani maści ani tabletki przeciwbólowe nie niosą ulgi. Ciężko czasami jest również powiedzieć prawidłowo według regulaminów całe zdanie, nie gubiąc żadnego słowa będąc pod presją psychiczną.
Człowiek miał świadomość tego, że wojsko to nie wczasy w spa czy fajfy w Ciechocinku, jednak z drugiej strony nikt z nas nie wie, jak zareaguje w krytycznych momentach.

przysiega wot 20.10.2018 suwalki-9

„Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono” W. Szymborska

Były łzy ze zmęczenia, frustracji, bólu, niemocy i gniewu na przełożonych. Ilość ich rosła wprost proporcjonalnie do ilości dni i obciążenia. Były też chwile zwątpienia, gdy chciałam wszystko rzucić i wrócić do domu, bo z perspektywy racjonalnego myślenia płacz i frustracja na własne życzenie są bezsensowne. Ale w tym momencie warto poruszyć temat motywacji.

Motywacja

Każdy kto mnie lepiej zna, wie, że stawiam sobie w życiu wysoko poprzeczkę i że muszę spróbować wszystkiego, by wyrobić swoje zdanie. Pierwszym czynnikiem motywującym była moja przyjaciółka, która złożyła przysięgę w lipcu. Na tej uroczystości miałam ciarki na plecach i niepomna tego, że nie raz i nie dwa dzwoniła załamana ze swojego szkolenia, złożyłam dokumenty kilka dni po jej powrocie.
Daleka jestem od wywoływania politycznej dyskusji na blogu, ale ja wierzę w sens i ideę obrony terytorialnej, jak również jestem za powszechnym dostępem do broni. Składając dokumenty, największą motywacją była samorealizacja i służba ojczyźnie. Z racji tego, że poluję, zależało mi również na podniesieniu swoich umiejętności strzeleckich.

przysiega wot 20.10.2018 suwalki-2

Jaki jest stosunek do kobiet i jak byłyśmy traktowane?

Żołnierz nie ma płci. Tak jak i nie ma imienia. Nie spotkałam się z żadnymi seksistowskimi zachowaniami czy tekstami w stosunku do mojej osoby. Wiadomo, że dziewczynom jest ciężej fizycznie, nie mniej jednak z mojej perspektywy uważam, że mają dużo więcej determinacji i zaangażowania oraz są bardziej zdyscyplinowane.

Koledzy którzy szkolili się razem z nami dawali gigantyczne wsparcie, pomagali zarzucić plecak na plecy, motywowali i żyłam przez tyle dni w poczuciu, że mogę na nich liczyć. Koleżanki miałam rewelacyjnie i mam nadzieję, że nadal na kolejnych szkoleniach będę się z nimi spotykać. Po 16 dniach więź między obcymi ludźmi jest niesamowita i to też dzięki nim, człowiek walczył do końca, bo jak nie walczyć jak ci krzyczą „dasz radę”!!!! Bez nich nie dałabym rady.

Co mi się podobało najbardziej?

Paradoksalnie najbardziej nie porwało mnie to, w czym jestem dobra czyli strzelanie (miałam swój wielki dzień podczas szkolenia i nawet brawa były). Wynika to pewnie z tego, że z racji dostępu do broni, strzelnicy, nie było dla mnie to tak ekscytujące jak dla osób, które miały w reku broń palną pierwszy raz. W rankingu najfajniejszych tematów znajdują się u mnie tematy okołosurvivalowe i nadawanie meldunków. Nie mogę też powiedzieć, że zajęcia w których było mi ciężko jak czołganie nie podobały mi się. Były po prostu obciążające, bo nie byłam wystarczająco przygotowana kondycyjnie.

Co mi się nie podobało?

Standardem w dużych grupach zawsze najsłabszym ogniwem jest czynnik ludzki. Jak w życiu, nie wszystkich lubimy i nie wszyscy muszą nas lubić. W stosunkach podległości powoduje to napięcia i frustracje. Kilkakrotnie podczas szkolenia zabrakło mi empatii z „góry”. Nie chodzi tu o głaskanie po główce, ocieranie łez, czy podcieranie tyłków ale o zrozumienie, że jak jest gorąco, to trzeba się rozebrać, jak się pije, to fizjologia wymaga, by pójść w las, zaś brak możliwości napicia się skutkuje odwodnieniem. Trafiłam do wojska z przekonaniem, że ktoś mi będzie imponował i będę chciała być jak on, i takich instruktorów też miałam. Budzących niesamowity respekt, dzięki swojemu przygotowaniu, merytorycznych i zaangażowanych. Ludzi, którzy mi imponowali swoja postawą i doświadczeniem, będących przy tym po prostu ludźmi, dbającymi o swojego szeregowego żołnierza. Bo przywództwo to również poczucie odpowiedzialności za swojego podwładnego.

Czy z perspektywy czasu i doświadczenia zdecydowałabym się ponownie?

Tak, zdecydowanie tak.  Złożenie przysięgi wojskowej to niesamowite przeżycie, gdy mówisz „Za sprawę mojej Ojczyzny, w potrzebie krwi własnej ani życia nie szczędzić”, wiesz, że nie są to puste słowa, tylko bardzo poważne zobowiązanie. Dzięki temu szkoleniu wiem, gdzie są granice mojej wytrzymałości, bo przekraczałam je w tym czasie wielokrotnie. Wiem również, co to znaczy walczyć do końca, dosłownie do końca, kiedy przestaje się tylko dlatego, że ciało już nie jest w stanie reagować.

Pokonałam wielokrotnie swoje ograniczenia, słabości i wiem, że jestem twarda, nawet jeśli ktoś będzie mówił inaczej. Na razie zamierzam trwać dalej w swoich zamierzeniach i planach, bo wiem, że najciekawsze szkolenia dopiero przede mną. Te 16 dni bardzo zmienia człowieka, poznaje się sam z zupełnie innej strony.

Stal hartuje się w ogniu, zaś dusza wojownika w walce.

przysiega wot 20.10.2018 suwalki-41

podobne wpisy

Komentarze: 13
  • Żanna C-cz
    Październik 24, 2018

    Brawo Księżniczko!!!

  • Weronika Raflesz
    Październik 24, 2018

    Jestem pod wrażeniem! Mój tata jest żołnierzem, kusiła mnie czasem idea, ale moja kondycja jest fatalna, także nie ma opcji, że dałabym radę (dopiero od lipca jestem w stanie zrobić pompki :D).

    Ale bardzo głęboko szanuję ludzi, którzy decydują się służyć Ojczyźnie w ten sposób :). Gratulacje!

  • Barbara Straszko
    Październik 24, 2018

    Chyba się wzruszyłam- przypomniała mi sie moja przysięga sprzed lat i mimo ich upływu pamiętam ,że miałam podobne odczucia odnośnie wojska ,dowódców ,kolegów… dzielna z Ciebie dziewczyna. pozdrawiam (kapral podchorąży)

  • kto
    Październik 24, 2018

    co to jest tysięczna

    • Księżniczka w kaloszach
      Październik 24, 2018

      Powiem nawet w środku nocy! Tak mnie „KTO”ś nauczył!
      Kąt pod jakim widzimy odcinek 1m z odległości 1 km hahahahha

      • kto
        Październik 25, 2018

        gratulacje, dobry artykuł, powodzenia na rotacyjnych

        • Księżniczka w kaloszach
          Październik 25, 2018

          Dziękuję!

  • Red
    Październik 24, 2018

    Dobrze napisane. Znacznie lepiej niż ten blog „moja szesnastka” bo tam to taką wazeliną zalatywało, że momentami czułem się jak w PRLu.

    • Księżniczka w kaloszach
      Październik 24, 2018

      Dziękuję!

  • Manola
    Październik 27, 2018

    Niesamowity artykuł. Nareszcie ktoś wiarygodnie opisał jak wygląda takie przygotowanie kobiet WOT.Cały czas myślałam, że kobietom przygotowuje się ,,jakiś nieco lżejszy program”…a ty piszesz, że pokonałaś nawet swoje ograniczenia Niesamowite jak sami o sobie niewiele wiemy i jak zareagujemy w w warunkach o takim obciążeniu psychofizycznym.Gratulacje za osiągnięcia strzeleckie i szacun za wytrwałość. Księżniczka, która wytrzymała w wojsku da sobie radę już wszędzie :)

  • ewa
    Listopad 1, 2018

    Trudna droga, ale warto nią podążać jak to kochasz :)

  • Magda
    Listopad 3, 2018

    Kondycyjnie jak bylas przygotowana wczesniej? Ile bylas w stanie przebiec itp?

  • WOTka
    Listopad 4, 2018

    Siedzę przed monitorem i zastanawiam się, co zabrać n 16tkę… i w sumie patrząc na kartkę z WKU- 30l plecak zastanawiam się co ja tam zmieszczę, bo chyba nic poza butami:) Doradź proszę co zabrać ze sobą, czy ewentualnie większy plecak 35-40l stanowi jakiś problem dla przełożonych, czy z tym plecakiem gdzieś się przemieszczamy po przyjeździe? Brałaś jakieś środki do prania, bo już z płynem czy proszkiem chyba trzeba będzie zabrać jakąś przyczepkę;)

Odpowiedz na „ManolaAnuluj pisanie odpowiedzi