Ile dziś wyrzucisz jedzenia?

wtorek, Maj 19, 2015 31 3

Poranek. Szykuję śniadanie. Ekspres każe opróżnić zbiornik fusów. Wyrzucam je na kompost, na dnie wiadra z kompostem zieje pustką. Ostatnio tam tylko fusy z kawy i torebki po ekspresówce.  Obieram jaja na twardo, skorupki wrzucam do miseczki. Dla kur. W międzyczasie obieram ziemniaki. Łupiny trafiają do kolejnej miski, dla owiec tym razem. Chleb kupiony w sobotę, będzie tostem. Nic nie wyrzucę. Zjem, podzielę się. Czy taka postawa wynika z biedy? Czy wyrzucanie jedzenia jest kwestią zamożności?kuchcik-2

Polacy wyrzucają rocznie 9 mln ton jedzenia. W 2013 roku do wyrzucania pożywienia przyznawało się 39% ludzi. Statystycznie mieszkaniec Europy wyrzuca 180 kg jedzenia rocznie.

Te liczby mnie przerażają. Zwyczajnie. Bo to znaczyłoby, że wyrzuca się pół kilograma dziennie.

Z czego wynika marnowanie jedzenia?

  • ze złych wyborów konsumenckich,
  • nieracjonalnych zakupów
  • kupowaniem oczami, nie rozumem
  • złe przechowywanie, nie tylko w domu ale też na trasie sklep – dom
  • kupujemy nieustannie za dużo, nie jesteśmy w stanie tego zjeść, terminy się kończą a czarny wór coraz bardziej wypakowuje. Zamiast odgrzać obiad na drugi dzień, zamrozić nadprogramową ilość zupy –  wyrzucamy.

kuchcik-4

kuchcik-1

Dlaczego w moim domu nie wyrzuca się jedzenia?

Jak się tego nauczyłam?

Odległość sklepu nie jest bez znaczenia. Do większego mam 12 km. Do małego 3 km. Ale to nie jest sklep pod blokiem, do którego lecę bo nie chce mi się wczorajszego chleba.
To też są wypływające z portfela nieracjonalnie pieniądze. Jeśli kupujesz tyle, by wyrzucać, bo nie masz chęci jeść dwa dni tego samego powiedziałabym, że jesteś bardzo bogaty. I strasznie głupi.

 

Jeśli twój chleb ma 3 dni i nadal leży w chlebaku, oznacza, że kupujesz go za dużo

Pieczywo jest w czołówce wyrzucanych produktów. I widzę to na przykładzie naszych najbliższych. Którzy przywożą nam chleb „dla zwierząt”, tak trochę rozgrzeszając swoje nielogiczne zakupy. Są tego ogromne ilości. Bo wszyscy kupują za dużo. Bo pachnie w sklepie, bo taki świeży. Na święta pokolenie 50 +kompulsywne zakupy piekarnicze ma wpisane w krew. Bo doskonale pamiętają, jak trzeba było nieraz i zapisywać się na chleb na święta, ustawiać się w kolejkę, by w ogól się pojawił na stole. Ja jako dzieciak też pamiętam kolejki „za chlebem”. Czasy się zmieniły, przyzwyczajenia i strach, że zabraknie pewnie jeszcze gdzieś w środku pozostał.

Gdy ma się zwierzęta, jest łatwiej, bo nie czuje się ciężaru wyrzucania. Nie mniej jednak, jeśli się ich nie ma, wystarczy kupić trochę mniej, zrobić grzanki do zupy a bułkę wysuszyć by mieć potem własną tartą.

kuchcik-3

Szacunek do zwierząt vs wyrzucanie wędlin

Kolejną wielką grupę stanowią wędliny. Z łatwością się je wyrzuca, bo czasami wystarczą dwa dni kiepskiego przechowywania „plasterków” by się zrobiły śliskie i niezdatne do jedzenia.
Czy ja to rozumiem? Nie. Wyrzucanie mięsa, wędlin to dla mnie zupełna abstrakcja. Z jednej strony czuję karcący wzrok, gdy mówię o tym, że zjem własną kurę, że owce są konsumpcyjne, że z króli będzie pasztet. Z drugiej, wiem, że w w domu krzywo patrzących osób codziennie marnuje się jedzenie.

Hodowanie własnych zwierząt niewiarygodnie wręcz zwiększa szacunek do pożywienia. Bo znam koszt wytworzenia tego plastra wędliny, który powstaje od początku do końca u nas. Nawet jeśli z założenia hodujemy je z nastawieniem na konsumpcję, są darzone estymą, tak jak i finalny produkt jaki mam na stole.

kuchcik-5

Zanim zatem zrobisz kolejne zakupy przejrzyj zawartość chlebaka, lodówki, szafek i zamrażalnika.

Jeśli masz za dużo, zaproś znajomych, zamroź.

Jeśli masz otwartych kilka różnych produktów i lada dzień skończy się ich przydatność, zrób z nimi zapiekankę, tarte, pastę. Da się. Trzeba tylko ruszyć głową!

Kupuj i konsumuj racjonalnie, nie potrzebujesz 3 rodzai keczupu, 5 otwartych serków do smarowania, pół kilograma pokrojonej w plastry wędliny dla dwóch osób.

 

A jak to wygląda w Waszych domach? Czy wy wyrzucacie? Czy wyrzucają wasi najbliżsi? Z czego to wynika?

podobne wpisy

Komentarze: 31
  • Ola
    Maj 19, 2015

    Chleb mrozimy i wyciagamy o kawałku, jak jest potrzeba. Czasem nadwyzkę dajemy sąsiadce dla kur.
    Wędliny mamy własne i tez mrozimy w małych kawałkach, zeby nie wyciągac wielkich kawałów, jak kupujemy paczkowane, to staramy sie kupic małe paczki. Drozej, ale wielkiej paki i tak nie zuzyjemy.
    Zółtego sera nie yrzucamy, bo by pies sie zapłakał :)
    Zupe gotuje na 2,5 talerza ( mistrzostwo :D), partner gotuje wielki gar, ale…to z reguły zupy takie jak fasolówka, grochowa- te pasteryzujemy i czekają na tzw, szybki obiad, albo gdy nie mamy pomysłu.
    Mięso z rosołu do zamrazarki i raz na jakis czas zawozimy do tescia gdzie przerabiane jest na farsz do pierogów.
    Staramy sie nie wyrzucac, ale mam np problem z kapustą. Głowka to dla nas 2 za duzo, skroje np połowe i nie mam pomysłu co z resztą.

    • Księżniczka w kaloszach
      Maj 19, 2015

      W ostateczności – kapustę zjedzą kury – uwielbiają.
      Do czego kupujesz kapustę? Ja kupuję całą i robię surówkę na 2 dni. Jak zostaje, to dodaję do barszczu ukraińskiego;] Bo do bigosu, gołąbków idzie zwykle mi cała.

      • Ola
        Maj 19, 2015

        Z reguły do surówki własnie ( zaraz bedą truskawki, uwielbiam czerwoną kapuste z truskawkami i winegretem na bazie balsamico!), barszcz ukrainski jem tylko ja ( a nie jem duzo ;) )

        • MB
          Maj 19, 2015

          Oooo moge przeois na te truskawy z kapustą?

          • Ola
            Maj 21, 2015

            Normalnie siekam kapuche, dodaje pokorojone truskawki i kręce winegret. Oliwa, musztarda i zamiast octu wybieram balsamico ( ale najlepiej ten gęstszy, słodki), polewam i zazeram :D

  • Mom on top
    Maj 19, 2015

    A u mnie właśnie odległość od sklepu wpływa na wyrzucanie potem nieświeżego jedzenia. Kiedy mieszkałam w bloku i miałam sklep pod nosem, nie miałam prawie nic w lodówce. Chciałam bułkę, szłam po bułkę, zjadałam i po sprawie. Teraz, będąc w sklepie muszę myśleć o zakupach na kilka dni, więc kupuje się za dużo i potem nie jesteśmy w stanie tego zjeść.

    • Ola
      Maj 19, 2015

      Dlatego ja sie nauczyłam planowac zakupy, w czwartek siadamy razem i planujemy co bedzie w pt na obiadokolacje, w sobote i niedziele plus ewentualne produkty na pon.
      Przez to duzo mniej wyrzucamy, bo jest jakis plan.
      Tylko wymaga to faktycznie samodyscypliny i podejrzewam, ze nie zda egzaminu u osób, gdzie kazdy w domu je co innego.

  • Malg.zdzieblowska
    Maj 19, 2015

    Fantastyczny temat, tak ważny w dzisiejszych czasach! My tez staramy sie szanować jedzenie. Nie mamy zwierząt wiec problem resztek jest ciężki do rozwiązania. Ale takie rozwiązania jak mrożenie, zamiana suchej buły na bułkę tarta jest absolutnie obecny!

  • Młoda Mama
    Maj 19, 2015

    Oj u nas to skomplikowane.. Właściwie w domu rodzinnym nie gotujemy, bo mama prowadzi bufet i – żeby nie wyrzucać podwójnie – na obiad zjadamy to, co stamtąd zostaje ;) Może brzmi zatrważająco, przecież jemy resztki :D Ale przecież nie z cudzego talerza ;)
    Wędliny u mnie prawie nikt nie lubi, więc jeśli kupujemy, to parędziesiąt deko (to mało, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że jest nas w domu teraz ośmioro). Chleb – jeden na dwa dni wystarcza, bo większość nie ma zwyczaju zajadać się kanapkami. Na jakieś święta, kiedy kupujemy więcej – mrozimy. Ale wcale nie kupujemy na takie okresy dużo, bo wiemy, że się nie zje. Wtedy jest własnie czas na gotowanie i to ugotowane ma zniknąć pierwsze, a dopiero potem szperamy po zamrażarkach w poszukiwaniu chleba – kilkanaście minut w piekarniku i nie dość, że pyszny, to jeszcze w domu pachnie. :) Jeśli chodzi o wymysły, to już wedle gustu – każdy kupuje sobie i raczej kupuje tyle, żeby dał radę zjeść.
    Mogłabym tak pisać długo.. krótko mówiąc: jakoś sobie radzimy :) I na szczęście udaje nam się wiele nie wyrzucać! :)

  • Iza
    Maj 19, 2015

    bardzo mądry i potrzebny tekst. choc nie ukrywam zdarza się i mnie czasami marnotrawstwo jedzenia..choc staram sie tego unikac jak mogę.

  • Ewa
    Maj 19, 2015

    Naprawdę świetny temat,ja bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia,w dzieciństwie głodowaliśmy przez jakiś czas i ciągle mam to w pamięci.Mam 3 pieski,które zjadają dużo resztek.Mam dużą zamrażarkę i bardzo dużo jedzenia mrożę.
    Ustalam jadłospis na 2 tygodnie i kupuję tylko rzeczy potrzebne,dawniej tego nie robiłam i więcej jedzenia zostawało.
    Jak zużyję pół główki kapusty na coleslaw,to druga połówka idzie do zupy śmieciuchy lub na zapiekankę kapuścianą
    ewentualnie do mrożenia na farsz na pierogi.paszteciki czy kulebiak do barszczyku.
    Chleb piekę w postaci niedużych bocheneczków i mrożę.Wszystkie produkty w lodówce przechowuje w pojemnikach,niezależnie co to jest,wędlina wytrzymuje do 4-6 dni i nic się z nią nie dzieje.Wiadomo,że bułka tarta z suszonych bułek jest sto razy lepsza od kupnej.A mięso z rosołu idzie do zapiekanki ziemniaczanej,bo ją uwielbiamy.

  • AgnieszkaK
    Maj 19, 2015

    Kupuję po kilka plasterków wędliny co dwa dni. Owoce i warzywa również na bieżąco. Robię zakupy często, ale małe. Nie poruszam się po mieście samochodem, więc muszę dać radę wszystko przynieść do domu. Jedyne, co rzeczywiście zostaje to chleb… Z tego cieszy się syn. Kroję w kosteczkę, idziemy do parku i ptactwo wszelakie ma wyżerkę a dziecko radochę :)
    Mistrzem marnotrawstwa jest mój tata i chyba się już tego nie oduczy. Kilkanaście rodzajów sosów, musztard, kilogramy żółtego sera… A potem do kosza, bo wyschło, spleśniało, skwaśniało. Serce boli, ale jego już nie zmienię.

  • Do more of what makes you happy
    Maj 19, 2015

    Świetny post. Walczę z wyrzucaniem u mnie w domu już od jakiegoś czasu. Bo właściwie to nie stać mnie na wyrzucanie pieniędzy. A oczywiście wyrzucam. Jak by mi to ktoś podliczył rocznie to pewnie bym się zdziwiła. U mnie sprawdziło się: planowanie tygodniowego menu i przemyślane zakupy z kartką. Nie sprawdziły się zakupy robione raz w tygodniu. Kupowaliśmy za dużo a i tak w tygodniu czegoś brakowało. Pozdrawiam,

  • Justyna
    Maj 19, 2015

    Pisałam kiedyś taki sam post na swoim blogu, uważam że ludzie marnują mnóstwo jedzenia i to jest przykre. Ja mam też konie, psy kota także to czego nie zjem, a co nadaje się do zjedzenia przez zwierzęta dostają one ewentualnie ptaki albo kury sąsiadów :)

  • Monika
    Maj 19, 2015

    Mieszkam na wsi od 12 lat, do sklepu mam 4 km. Przeszłam większość błędów w przechowywaniu żywności, racjonalnym planowaniu zakupów etc. Na błędach można sie uczyć. Zakwas w lodowce i własny chleb razowy, który spokojnie dotrzymuje do tygodnia. Do tego czasami dla urozmaicenia bagietka lub bułki w malej ilości kupowane w sklepie. Nie przepadam za zamrażarką,ale sa sytuacje, gdy warto cos tam miec. Mroze czysty rosol pakowany w szczelne litrowe pojemniki, swietny sam odgrzany + makaron lub jako wywar do innych dan. Dalej udka i piersi kacze, ten typ miesa swietnie znosi mrożenie, ryby, paczka krewetek, ziola, fasolka i owoce typu truskawki lub maliny, awaryjna kostka masła. Nadamiar bigosu, fasolki, gołąbkow. Wiem, ze w domu zawsze cos jest.
    Podstawa jest sprzatanie lodowki raz w tygodniu. Wiem co mam i z jaka data, wiem czego nie mam, robie liste. Unikam duzych opakowan( chyba, ze jest to zgrzewka wody lub mleko). Raz na 6 tygodni korzystam ze sklepu internetowego. W spizarni mam domowe przetwory w ilosciach normalnych czyli tak by starczylo na jeden sezon, ogorki, marynowana papryka, sliwki i winogrona, dzemy, syropy z bzu lub malin. Jesli cos zostaje to nie robie kolejnych sloikow, wykanczam co jest. Unikam wyrzucania miesa, wole kupic mnie niz za duzo. Tak samo owoce i warzywa, zjesc jak sa swieze, nie dokupowac codziennie, bo akurat zabraknie. Nauczylam sie, ze czasami czegos moze zabraknac. Staram sie miec zawsze jajka, makaron, passate, cos z czego mozna sklecic awaryjne cieple danie.

  • monique
    Maj 19, 2015

    w tym temacie na szczęście nie mam sobie kompletnie nic do zarzucenia :) Bułki wszelakie ścieram na bułkę tartą , którą już nie pamiętam nawet kiedy kupiłam w sklepie, wszelkie zielone odpadki i skorupki trafiają na kompost , bo kurek jeszcze brak.. Na nie pachnącej już świeżością wędlince robię sadzone jajo , a na starszym chlebku zawsze są tosty .. Z nadwyżek agrestów robię kompoty, borówy zajadamy całymi garściami, jakieś śniadaniowe skrawki połyka z ochotą pies :) Nie znoszę wyrzucania jedzenia !!! Może dlatego, że widzę co dzieje się na świecie, może dlatego, że zaznałam w zyciu i gorszych momentów, nie cierpię i już !!

    • Ewa
      Maj 20, 2015

      kurcze,wyjde na gamonia,bo tu wszyscy sami robia bulke tarta,a ja..nie wiem jak:)tzn.czy pieczywo specjalnie sie suszy?i czy sie je sciera na tarce,czy rozdrabnia w blenderze np?u nas wyrzuca sie sporo pieczywa..musze cos z tym zrobic,tylko ze czasem od momentu kiedy pieczywo staje sie niezbyt swieze,do tego kiedy juz widac plesn uplynie dzien,czasem mniej.dlatego nie wiem jak pieczywo powinno sie”zestarzec”bezpiecznie do „bulki tartej”.z gory dziekuje za odp.i pozdrawiam,Ewa

      • Księżniczka w kaloszach
        Maj 21, 2015

        Suszysz zwykłą bułę na kamień. A potem trzesz na drobnej tarce i gotowe!
        Co do tego, ze pieczywo pleśnieje. Prócz tego, że wiele zależy od pieczywa ja powiem, że uważam, że klucz stanowi chlebak. Ja mam stary emaliowany ,metalowy chlebak. W którym pieczywo jakiekolwiek nigdy nie pleśnieje, tylko czerstwieje.

        • monique
          Maj 21, 2015

          to i ja napiszę , że też mam stary emaliowany chlebak , w którym pieczywo nie pleśnieje !!! a bułkę dla wygody ścieram w maszynce do mięsa z przystawką do tarcia na tarce do ziemniaków :)))) i zbieram takich bułeczek całą torbę , a potem siup i maszynką sobie ścieram , robię tak od kilku lat i maszynka najzwyklejszy zelmer sobie żyje i przystawka też :)

  • Kilkuetatowa Mama
    Maj 19, 2015

    ja, przyznam sie, czasem wyrzucam jedzenie. ale mam mega wyrzuty sumienia.. no i czuje na sobie karcacy wzrok Malzona, wiec to On jest moim dodatkowym sumieniem w tej kwestii..

  • Agnieszka Bakun-Kareło
    Maj 19, 2015

    U mnie z chlebem jest dziwnie – tzn ja jem zawsze 2 kromki rano, czasem jedną wieczorem. Kupuję chleb ciemny , na zakwasie, ,który leżąc tydzień czasu jest zdatny do zjedzenia jeszcze 7. dnia. Jeśli coś zostanie – suszę dla konia. Wiele rzeczy, które u mnie leżą są kupowane z myśla o koniu. Bo jak dłużej poleza i nikt tego nie zje- zje koń. A obiad gotuję raz w tygodniu. Ogromny gar zupy i drugie danie. Wyniosłam to z domu, w którym mama miała tylko czas gotować w niedzielę, bo w pozostałe dni tygodni była tak zapracowana,że najzwyczajniej w świecie nie miała kiedy stać przy garach. Nie ma opcji,że się popsuje – wyciągam liście laurowe, marchew, nie dodaję śmietany. Może stać, mam dobrą lodówkę,a warzywa z gotowania oddaję psom ciotki. Chętnie pałaszują :)

  • Agata
    Maj 20, 2015

    u mnie w Turynie problem rozwiązany bo…mam żyrtego chłopa!
    A tak na poważnie…z suchego chleba robimy „panzanella”, moczy się go, potem dodaje pomidory i cebule, smaczne, lekkie, w sam raz jak robi się ciepło, tylko mój szwagier krzywo na nas patrzył, bo jego mama suchy chleb kaczkom dawała a my tu go na stole postawiliśmy…ale potem posmakowalo!

  • karo
    Maj 20, 2015

    Ja bym zwierząt nie zabiła bo się zbytnio przywiązuje. A wyrzucanie jedzenia to chyba kwestia wychowania. U nas nigdy nic się nie marnuje. Ale swego czasu wozilam dla kotów i psów stajennych całe siatki wędliny oraz tortów na bitej śmietanie co to już 2 dni w lodówce leżą od koleżanki ;)

  • karo
    Maj 20, 2015

    A i jesżyczę dodam że jak chleb juz nie jest świeży to smażymy na patelni i jemy z cukrem tzw. smaki dzieciństwa ;) uwielbiam!

  • Anaberry
    Maj 22, 2015

    Świetnie napisane. Bardzo poruszył mnie fragment o wyrzucaniu wędlin – to takie oczywiste, a jakoś nigdy nie pomyślałam w ten sposób. Ale też staram się tak planować zakupy i posiłki, by nie wyrzucać jedzenia.
    Pięknie, choć z zupełnie innej strony temat poruszyła pani Janina Ochojska na pewnym spotkaniu. Dyskusja dotyczyła pomagania i tego, kogo stać na bycie darczyńcą. Pani Janina odpowiedziała niezwykle celnie, choć pytaniem: „Kto z Państwa nigdy nie wyrzucił pomidora?” Na co wydamy pieniądze zaoszczędzone na racjonalnym gospodarowaniu zasobami portfela i jedzeniem – indywidualna sprawa, ale panująca na sali cisza dobitnie pokazała, jak sytuacja się przedstawia.
    A na koniec – dyskusja w komentarzach niestety wyzwoliła we mnie chęć posiadania emaliowanego chlebaka. Przejrzałam pewien aukcyjny portal i przepadłam; można nabyć egzemplarze przedwojenne!

    • Księżniczka w kaloszach
      Maj 22, 2015

      Przyznam się, że mam dwa;] Jeden kupiony za grosze, drugi odziedziczony po babci. Taki chlebak, to świetna inwestycja!
      Gospodarowanie nie jest proste, ale każdy może się tego nauczyć!

  • piotrem
    Maj 24, 2015

    Coraz bardziej drażni mnie wyrzucanie żywności. Nawet pozostały suchy chleb podawany królikom jest i tak kilka razy droższy niż kilogram najdroższej paszy treściwej. Ale lepsze to niż zmarnować.
    Czasem myślę, że ludziom powinno się dać w ręce proste narzędzia (szpadel, grabie, widły czy kosę) by spróbowali jak trudno wyhodować coś do jedzenia. Teraz większość prac polowych jest zmechanizowana a ręce oraz plecy raczej nie bolą od roboty. Tylko spalona ropa naftowa „wyręcza” nas w tym trudzie. Może dlatego takie marnotrawstwo. No i ten brak elementarnej wiedzy skąd się bierze jedzenie. Większość dzieciaków w miastach nie zna zapachu obory czy kurnika. Skąd zatem ma się brać szacunek do żywności i pracy innych ludzi, którzy ją tworzą. No i jeszcze ta niepohamowana, powszechna chęć zysku również i w tej branży. Nawet za cenę fałszerstwa i oszustwa…. A że konsument będzie miał raka to co – najważniejszy jest zysk!

  • Wolno Mi
    Maj 27, 2015

    Świetny wpis.
    Przyznam, że jako że pochodzę z gospodarstwa, przeprowadzka do miasta na studia spowodowała u mnie mały szok w kwestii wyrzucania jedzenia. Nie było psa, który zjadłby kości ani kur, z którymi mogłabym podzielić się stwardniałym chlebem. Do dziś wrzucanie do kosza resztek pożywienia – zwłaszcza tych pochodzenia zwierzęcego – przyprawia mnie o smutek. Planuję zakupy tak, aby nic się nie zepsuło. Nie mam jednak gwarancji, że kupiony na targu lub w sklepie ogórek będzie jutro świeży, czy też ulepszacze i konserwanty przestaną już działać.
    Dziwiła mnie zawsze łatwość, z jaką moi znajomi i współlokatorzy pozbywali się jedzenia. Myślę, że mieszkanie na wsi i obserwowanie codziennego trudu wytwarzania pożywienia wytworzyło u mnie szacunek do jedzenia. Trudno go szukać u ludzi, dla których mleko, jajka i warzywa rosną na sklepowych półkach.

  • sabba16
    Maj 28, 2015

    spojrzcie na regaly w takim przykladowo miesnym: bierz i wybieraj, co chcesz! O kazdej porze dnia i nocy. Luxus! no ale tak chcielismy, to dla nas produkuja, na nas chca zarabiac. Bez umiaru….Ile z tego pojdzie do kosza? Juz w sklepie czy w naszych domach? bylam swiadkiem takiej sceny, do lady w miesnym podchodzi czlowiek pyta o dany rodzaj szynki. no, akurat sie zlozylo, ze dzis nie ma ale jutro juz bedzie. Czlowiek wyrazil glosno swe niezadowolenie, narzekajac, ze kraj w jakim dane jest mu zyc, schodzi na psy….A za szyba szynki, kielbasy, salcesony roznej masi i wielkosci….
    Ratunku!!!!!
    Od jakiegos czasu zamawiam mieso kiedy mam ochote zjesc. Przyrzadzam wiecej, czesc zamrazam. Mieso ekologiczne. Ale wiece co: chcialabym isc do sklepu, normalnego, zeby sie nie musial nazywac ekologiczny, zdrowy itp. Tam zamowic mieso. i miec pewnosc ze bedzie dobre. i zdrowe na dluzsza mete…

  • Monia
    Czerwiec 5, 2015

    A ja uważam, że problem wyrzucania jedzenia przez osoby prywatne nie jest aż tak ważny i niema aż takiego znaczenia. Większym problemem są lokale gastronomiczne. Sama w jednym pracuje i codziennie wyrzucamy 3-4 takie wielkie czarne worki (takie jak często używa się do wyrzucania gruzu przy remontach) jedzenia. I to nie dlatego, że było ono stare czy nie zdatne do jedzenia. Wyrzucamy je, bo leży już o 2 minuty za długo i nie spełnia standardów firmy pomimo, że wygląda i smakuje tak samo jak pół godziny wcześniej. To jest problem. To są dopiero ogromne ilości zmarnowanego jedzenia. Kojarzysz może słynna historie w której piekarz rozdawał bezdomnym jednodniowy chleb? Być może kojarzysz. Piekarz dostał taką karę, że musiał zamknąć piekarnie. Bo podatek… w takim chorym kraju żyjemy. Oczywiście ludzie prywatnie nie powinni wyrzucać jedzenia, ale jednak uważam, że przy tym ile dobrego jedzenia wyrzuca się w lokalach gastronomicznych i sklepach to ma to niewielkie znaczenie.

  • Sylwia
    Lipiec 3, 2015

    Wspaniały mądry wpis, delikatnie sugerujący, by problemy(w tym przypadku marnowania jedzenia) rozwiązywać od własnego podwórka. Ja nauczyłam się szacunku do jedzenia w domu rodzinnym. Mama nauczyła mnie, by całować kromkę chleba, jeśli upadła na podłogę i wykorzystywać zawartość lodówki do ostatniej okruszyny.Tego też uczyłam i uczę mojego syna.

Dodaj komentarz