Co Polacy będą robić w niedzielę – czyli rzecz o zakazie handlu

wtorek, Styczeń 16, 2018 16 18

Zakaz niedzielnego handlu niczym widmo od jakiegoś czasu krąży nad nami a jego wprowadzenie staje się faktem. Co o tym myślą Polacy? Jak będą spędzać niedziele? Jak to wpłynie na domowe budżety?  Postaram się przybliżyć Wam ten temat.shopping-cart-1275480_960_720
Jak drzewiej bywało?

Dla mnie brak zakupów w niedzielę nie jest niczym nowym – wszak moje pokolenie wychowało się w czasach, gdy sklep w soboty był czynny do 13 (o ile w ogóle był) a w niedzielę był zamknięty na amen. Pamiętam jak najważniejszym zadaniem przed weekendem było kupienie chleba, pamiętam kolejki po pieczywo i westchnienie ulgi, gdy się wracało w domu z siatką pełną kilku bochenków. Choć przyznam Wam, że do dzisiaj nie mogę pojąć jako osoba piekąca chleb w domu, dlaczego nikt chleba nie piekł w mieście. Dziś myślę, że wpadniemy w pułapkę kupowania w soboty na zapas a ilość marnowanej żywności w Polsce drastycznie wzrośnie – pamiętacie TEN  wpis?
Wtedy jako społeczeństwo na niedzielę mieliśmy inne plany niż „szoping”. Były obiadki rodzinne, lody w parku, sanki, łyżwy, kino – pamiętam choć nieco mgliście, że w niedzielne poranki były jakieś filmy dla dzieci – choć temat ten bardziej kojarzę z Kinem Oko w Gołdapii u mojej babci, gdzie spędzałam ferie i wakacje. Ale nie należy zapominać, że nie znaliśmy innego życia, byliśmy społeczeństwem niedostatku.
Aczkolwiek właśnie przypominam sobie, że była doskonałą kompensata braku galerii! Były bazary – w Białymstoku w niedziele jechało się na Bema, potem na Kawaleryjską a tam można było swobodnie oddać się orgiastycznej przyjemności kupowania i oglądania. Począwszy od kawioru na garniturach i obrączkach ze złota skończywszy.

Niedzielne Polaków rozrywki

Można by zatem rzec, że będziemy robić dokładnie to co wcześniej w niedziele. Ale czy to takie proste? Kiedyś sklepów było jak na lekarstwo więc i nie stanowiły trzonu spędzania czasu. Dziś wiele rodzin w niedziele wypad do galerii traktuje naturalnie. Można zjeść, zahaczyć o nową produkcję filmową, kupić dziecku bibułkę na plastykę.
Nasze niedziele bywają podobne, często cały tydzień nie jeździmy do miasta. Zanim Lew wróci ze szkoły, zanim zje obiad i dojedziemy do miasta jest godzina 16. Jeśli potrzebuję kupić coś jemu – jest to już godzina marudzenia. W niedzielę z kolei jeździmy na basen do miasta, na spokojnie mamy czas na uzupełnienie zapasów w sklepach. Mój wewnętrzny głos buntuje się na zamykanie sklepów dlatego, że do sieciowego spożywczaka mam 15 km, a do sklepu z ubraniami 30. Gdy mi brakuje produktów, nie idę po nie dwa bloki dalej, tylko jest to cała wyprawa, którą tak logistycznie planuję, by jadąc raz obskoczyć zajęcia dodatkowe, kupić gwoździe, majtki i mąkę żytnią.
W tygodniu, mieszkając poza miastem, mając nieduże dziecko czasami zwyczajnie jest to nie do pogodzenia.
Gdy przyjdzie sezon turystyczny będzie to jeszcze trudniejsze. Bo zwykle jest tak, że goście przyjeżdżający na dłużej wyjeżdżają w niedzielę. I tylko niedzielę mamy na uzupełnienie zapasów, również tych niezbędnych do nakarmienia kilkunastu osób.

Nikt nie chce pracować w niedzielę – prawda czy fałsz?

Wiem, że kluczowa w tej dyskusji jest argumentacja pracy w niedzielę. Choć przyznam, że ciekawa jestem głosu najbardziej zainteresowanych osób, które w związku z wolną niedzielą stracą część swoich zarobków. Ciekawi mnie jak personalnie uderzy to po kieszeni Malinowską obsługującą kasę w sklepie wielkopowierzchniowym i czy zachwyt nad wolną niedzielą nie stanowi tylko ekstazy politycznej, bo dla kasjerki to jest wysokość raty jaką miesięcznie płaci za zakupioną lodówkę.
My pracujemy w niedziele, święta i te wszystkie dni, gdy cała Polska wypoczywa. Pracujemy, bo ten wypoczynek jest u nas. Dla nas te dni to dni gotowania, zmieniania pościeli, sprzątania. Taki wybór życiowy więc nie ma co narzekać.

family-2923690_960_720

Kiedy zatem nie zrobimy zakupów w 2018 roku? Najsłabiej wypada kwiecień, zakupy zrobimy wyłącznie w niedzielę 29 kwietnia.

ZAKAZ HANDLU W NIEDZIELE. ZAMKNIĘTE SKLEPY W NIEDZIELE 2018

11 marca – zakaz handlu

18 marca – zakaz handlu

1 kwietnia – zakaz handlu (Wielkanoc)

8 kwietnia – zakaz handlu 

15 kwietnia – zakaz handlu

22 kwietnia – zakaz handlu

13 maja – zakaz handlu

20 maja – zakaz handlu (Zielone Świątki)

10 czerwca – zakaz handlu

17 czerwca – zakaz handlu

8 lipca – zakaz handlu

15 lipca – zakaz handlu

22 lipca – zakaz handlu

12 sierpnia – zakaz handlu

19 sierpnia – zakaz handlu

9 września – zakaz handlu

16 września – zakaz handlu

23 września – zakaz handlu

14 października – zakaz handlu

21 października – zakaz handlu

11 listopada – zakaz handlu (Święto Niepodległości)

18 listopada – zakaz handlu

9 grudnia – zakaz handlu

W 2019 roku będziemy kupować tylko w jedną niedzielę w miesiącu a całkowity zakaz pojawi się w 2020 roku.

Co zatem Polacy zrobią z wolnym czasem w niedzielę?

Rząd przedstawia nam sytuację bardzo uroczo, msza, spacer, obiad rodzinny. Jak według mnie będzie wyglądała rzeczywistość? Telewizja i zwiększona podaż sześciopaków w sobotę. Tak bowiem w Polsce przedstawia się interpretacja czasu wolnego. Wypad do kina? W weekend bilet normalny kosztuje 26 zł, rodzinny 22 zl. Rodzina 2 + 2, do tego napój z bąbelkami, chipsy i pęka nam 150 zł. To dużo, nawet bardzo, dla wielu rodzin w Polsce abstrakcja.
Jako społeczeństwo nauczyliśmy się spacerowania po galeriach, zwiedzania sklepowych alejek. Rozrywka rodzinna, darmowa. Nie oceniam czy dobra czy zła, ale  wiele osób prócz „browara” w atmosferze rodzinnych kłótni i gniotów w telewizji nie stworzy alternatywy dla rodziny.

Jak wy widzicie nadchodzące zmiany? Jak według Was wpłynie to na niedzielny plan dnia polskich rodzin?

podobne wpisy

Komentarze: 16
  • Anna Przywoźna
    Styczeń 16, 2018

    Nikt na przykład nie myśli o studentach, którym w weekendy łatwiej jest dorabiać, ani o tych, którzy dzięki nadgodzinom z soboty czy niedzieli mogli wziąć wolne w zwykły dzień i na przykład pójść do lekarza…

  • Agnieszka Porada-Jurek
    Styczeń 16, 2018

    W pełni się zgadzam. Ja może do mniejszego miasta mam 10km ale żeby kupić na przykład ubrania, załatwić coś w banku mam 40km. Wszystko to jest w galerii. Załatwiam to przy okazji w niedzielę przed obiadem u rodziców, i kawie u cioci. Przy okazji kawa z przyjaciółmi do których mam 150km ze względu na wyprowadzkę na wieś a spotkamy się w galerii w połowie drogi między naszymi rodzicami do której jest łatwy dojazd. Nie mam jeszcze dzieci więc i tak ułatwiona sprawa, ale w tygodniu zanim wrócę do domu, coś zjem, nakarmię zwierzęta (narazie tylko domowe), napale w piecu jest już 18. Sama także piekę chleb więc typowe zakupy spożywcze robie raz, dwa razy w tygodniu. Ale gdy zamkną wszystkie galerie zamiast w sobotę zrobić coś konkretnego w domu/ogrodzie będę musiała dodawać 80km by coś załatwić. W niedzielę by spotkać się ze znajomymi ktoś z nas będzie musiał dodać drogi byśmy mieli gdzie się spotkać (ze względu na moją dietę gdziekolwiek nie wchodzi w grę a w galerii gdzie są duże kawiarnia i restauracje zawsze coś znajdę). Dodatkowo zawsze mamy na dluzszy spacer do lasu z psem. Więc raczej nasze życie rodzinne i przyjacielskie straci bo jak już w sobotę będę musiała gdzieś jechać to w niedzielę już mi się nie będzie chciało bo chyba każdy potrzebuje nieraz pobyć w domu, a nie tylko w samochodzie. Więc w część niedziel pójdę na spacer jak zwykle, a resztę dnia spędzę przed komputerem, nieraz z książką bo przecież w niedzielę w na wsi nie wypada pracować jak nie jest się rolnikiem. Kwestie wydawania pieniędzy na kino jest dla mnie niepojęta bo nas jest tylko dwoje, oboje pracujemy a dla nas raz w miesiącu to duży wydatek. Więc nie wyobrażam sobie że większość rodzin stać na wydatek 600 zł miesięcznie na kino. A jeśli chodzi o sprawę pracowników wydaje mi się że wystarczył by zapis o 2 wolnych niedzielach w miesiącu i ludzie byli by zadowoleni. Najbardziej zastanawia mnie jednak co ze studentami? Wszyscy nie z znajdą pracy w restauracjach więc jak zarobią a studia?

  • Dorota
    Styczeń 16, 2018

    a kiedy mają się spotykac Ci wszyscy , którzy w kazda niedziele pracują w tych galeriach ?

    • Księżniczka w kaloszach
      Styczeń 17, 2018

      Pewnie w tygodniu, bo maja dzien wolny

      • Mirr
        Marzec 11, 2018

        w tygodniu jeden ma wolny wtorek, drugi czwartek, a niedziela jest dla wszystkich niedzielą, więc to znacznie ułatwi sprawę. I jesi planujemy jakąś uroczystosc to wiemy ze dana niedziela bedzie wolna i latwiej wszystko zorganizowac. Mowię tu pod kątem spotkan rodzinnych.

    • Bolo
      Marzec 5, 2018

      Jako dziecko lekarza (emeryta) czy również powinienem obrać Twój punkt widzenia? Dlaczego lekarze, pielęgniarki, policja, straż pożarna itd. muszą a inni nie? Bo to konieczne a zakupy nie? Wcale mnie taki argument nie przekonuje…

      • Anna Przywoźna
        Marzec 11, 2018

        Moja mama całe życie pracowała w muzeum, również w niedziele i święta, nie zakupy i nie szpital czy straż pożarna, a jednak…

      • Mirr
        Marzec 11, 2018

        To chyba nie jest dobry pomysł porównywać pracę niedzielną lekarza i kobity na kas]ie w Pierdonce. Nic sie nie stanie jak nie zrobisz zakupów w niedzielę, a przykładowo człowiek w po wypadku nie moze byc operowany w poniedziałek :P Poza tym porownaj sobie pensje. Odbijesz se te swieta i niedziele z ojcem na kanarach, a baba z Pierdonki chociaz z dziecmi posiedzi w chałupie, gdy w niedziele nie odą do przedszkola :P

        • Księżniczka w kaloszach
          Kwiecień 11, 2018

          Rozmawiałam i wyobraź sobie, że nie. Woli mieć w tygodniu dzień wolny.

  • Yunau
    Styczeń 17, 2018

    No dla mnie niedziele i soboty niczym nie różnią się od innych dni tygodnia, oprócz tego że ciężej jest gdziekolwiek dojechać bo autobusy i pociągi jeżdżą rzadziej. Ale przykładowo moja matka pracuje w gastronomii i jak pomyślę o tych wszystkich niedzielach podczas których zazwyczaj jest zwiększony ruch… to aż boli myśl że mogłoby tego zabraknąć. Polacy będą jeszcze biedniejsi niż byli… i z roku na rok będzie coraz gorzej.

  • Marta
    Styczeń 18, 2018

    Pracujemy z mężem od poniedziałku do piątku w godz. 7- 15 ja, mąż od 7 do 16,17. Do galerii handlowej mam 40 km. kiedy mam te zakupy robić? Fakt dawniej sklepy zamykano o 18 a w soboty do 13 i kaplica, ale babcia nie pracowała i mogła zakupy zrobić i ugotować bo mama pracował do 16 a powrót do domu był na 17. czasy się zmieniły, ciekawa jestem tylko jak to odbije się na bezrobociu. Nie oszukujmy się jedna zmiana w sklepie do odstrzału. Przykre

  • jezynowapolana.pl
    Styczeń 20, 2018

    Oczywiście, że będzie biedniej i gorzej. Mój mąż pracuje również w święta, niedziele, Sylwestry itp. Taka branża. Dzięki temu może w tygodniu załatwić wiele spraw. Wyobraźmy sobie teraz sobotnie zakupy z dzieckiem, które na co dzień jest w szkole. Gehenna.

  • Osm
    Styczeń 25, 2018

    Witam obecnie mieszkam na terenie Niemiec gdzie sklepy i galerie zamknięte są w każdą Niedzielę od bardzo dawna. Ludzie tutaj też pracują do 17 albo i dłużej i mimo to mają czas ogarnąć zakupy. Nie popadajmy w paranoję bo zamknięcie sklepów na jeden z 7 dni to nie koniec świata a ludziom też należy się jakieś wolne oni też mają rodziny i przyjaciół. Wszystko zależy od organizacji czasu i planowania przecież na tygodniu sklepy są do 21 albo i dłużej więc zawsze można ogarnąć zakupy i nie musi to być niedziela.

  • Elżbieta Borowska
    Luty 4, 2018

    Jakiś czas temu zmieniłam pracę z takiej od pn do pt na taką z sobotami i niedzielami pracującymi. Jestem bardzo zadowolona. W poprzedniej nigdy nie pracowałam 8 godzin, tzn od 7 do 15 za pieniądze, ale potem za darmo (niby mogłam sobie odebrać jak będzie „luźniej” ale tego luźniej nigdy nie było więc praktycznie pracowałam za free). W domu byłam 19-20, a często i 22, albo z laptopem pod pachą i w domu dalej praca… Jak potrzebowałam coś załatwić w urzędzie lub iść do lekarza specjalisty z NFZ to musiałam brać urlop (bo niestety takie rzeczy to tylko do 14-15… a o mojej pracy po godzinach nikt wtedy nie pamiętał). Jak mąż zdecydował się na pracę za granicą to i ja postanowiłam coś zmienić. Pracy w korpo miałam już po uszy, a wiadomo przy jednej „zagranicznej” pensji w rodzinie mogłam zmienić pracę na gorzej płatną. Teraz idę na 12 godzin lub 24 i potem mam dwa dni wolne, a jak dobrze się ułoży to nawet cztery pod rząd. No i urlop wykorzystuję wyłącznie na urlop. Dzieci szczęśliwe, w sobotę i niedzielę są to u jednych to u drugich dziadków, bo mają wolne (dziadkowie też zadowoleni). My mamy więcej kasy bo nie musimy opłacać opiekunki na stałe do dzieci (która zawiezie do szkoły i odbierze, bo przecież nikt z nas nie dawał rady) no i mniej nerwów, czy czasem opiekunka nie wyśle w ostatniwj chwili smsa że coś tam, coś tam i dziś nie może. Dom ogarnięty, zakupy w tygodniu więc i bez sobotniego tłoku i większy wybór sklepów i tego co w sklepach. Z mężem tak planujemy że co dwa tygodnie, jak wraca do domu na kilka dni to zawsze ze cztery spędzamy razem. Paradoksalnie z dziećmi spędzam więcej czasu niż wcześniej, a i na zakupy mniej jakoś wydaję niż wcześniej, Dla nas jest bez porówniania lepiej. Wszystkie moje koleżanki z pracy są zadowolone z takiego systemu pracy i tak się zastanawiam skąd ten cały problem wyszedł. Może to najbardziej przeszkadzało związkowcom i księżom? ale ludzi w kościołach w niedzielę od tego nie przybędzie, będą w galeriach i sklepach w soboty, a w niedziele będą robić porządki w domu i koło domu. Kiedyś były trochę inne czasu, w latach 90tych pracowało się krócej i na wolniejszych obrotach, a często zakupy robiły babcie albo „wyskakiwało” się na chwilę z pracy. Czasy niestety się zmieniły, prawne regulacje nic tu nie zmienią. Jakby był rynek pracownika to może.. samo by się wyregulowało Teraz niby nie ma bezrobocia ale większość płac kręci się wokół minimalnej płacy, a to bardziej jałmużna niż środki do godziwego życia.

  • Mirr
    Marzec 11, 2018

    o rany, jak czytam te komentarze Wasze to czuję się poirytowana. „Kiedy zrobię zakupy…” , „Pracuję od pon.do pt….” bla bla bla. A kiedy kobieta pracująca np na kasie w biedrze ma spedzić czas z dzieciakami, ktore na co dzien chodzą do przedszkola?? W tygodniu ma jeden dzien wolny – na zapas nie uplanuje ktory to bedzie dzien- czasem wtorek, czasem środa. A w niedziele jest szansa – ze z chłopem i dziecmi posiedzą razem. Bo już nie mówię o wielkich rodzinnych obiadach niedzielnych. Już tam zaraz 6paki beda pić- jasne. Wszystkich wpakujmy do jednego wora.
    Nie czytam dalszych komentarzy, czekam, aż wypowie sie ktoś, kto zapieprza w markecie po 8 10, czy więcej godzin- świątek piatek czy niedziela. Niech sie tacy wypowiedzą. Za niedzielę nie maja płącone extra. Czesto na umowach-zleceniach, albo i czarno. „Łorewer”

  • Roczek
    Maj 8, 2018

    Dla mnie wolna niedziela jest dla ludzi, którym się w życiu nie udało i niestety musieli pracować w weekend. Ale co z tymi, którym się udało i w ciągu tygodnia pracują a na weeknd nie mogą sobie zrobić spontanicznego grilla bądź imprezy rodzinnej? Wystarczyłby przepis, że pracownikowi przysługują dwie wolne niedziele w miesiącu.

Dodaj komentarz