Kotlet z marketu, mleko z kartonu a matka hipokrytka

niedziela, Październik 19, 2014 9 2

Sprzedajemy dzieciom lukrowaną wizję świata, uzasadniając hipokryzję tym, że jeszcze się napatrzą na śmierć i przemoc. W tle zaś przygrywa ogólnopolska telewizja i małe dziecko po raz nty słyszy o dzieciobójczyni z Hipolitowa. Nie wyłapujemy już nawet informacji nie dla małych uszu. Ale odżegnujemy się od powiedzeniu, skąd jest kurczak na talerzu.rozbiór wołowiny-1

Przyznam, że w konwersacjach z Lwem powoli zaczynamy poruszać ten temat. Na razie na poziomie dwulatka.  Chcę być gotowa na ten moment, bez obłudy i ściemy. Mieliśmy już za sobą rozmowę o naszych kurach, które porwał drapol. I o tym, że tak jest świat skonstruowany, że jedni drugich zjadają.

Poprzednie pokolenia były wychowywane inaczej niż my wychowujemy nasze dzieci. Czy lepiej? Gorzej? Inaczej. Znam historie z życia znajomych i bliskich, często drastyczne dotyczące pomocy babci przy trzymaniu kury na pieńku czy skórowaniu królików. To ta ciemna strona historii o”pochodzenia kotleta”. Gdy wspomnienia są jeszcze po 40 czy 50 latach.
Z drugiej zaś strony drażni mnie hipokryzja dzisiejszych czasów.
Szynka na stole jest oderwana w naszym myśleniu od świni w tuczarni, od uboju, transportu. Nie uważam, że dziecku należy przedstawiać drastyczne obrazki, ale nie należy kłamać.
Mięso nie pochodzi ze sklepu, kotleciki nie rosną na drzewach. Jeśli jemy mięso zachowajmy się uczciwie, nie bądźmy hipokrytami.  Daleka jestem od nawoływania do wegetarianizmu, sama nie jadłam mięsa 9 lat. Znów je jem, z pełną świadomością i szacunkiem do zwierząt. Nie oceniam, czy ktoś je mięso, czy nie, każdy wybiera według uznania.

Ale uważam, że trzeba być uczciwym do końca.

Skąd takie pragnienie chowania dziecka pod kloszem i opowiadania mu pierdół w tym temacie? Bo inaczej tego nie nazwę. Nadmierna ochrona przed prawdą, powoduje potem szok u dziecka. Gdy zaczyna łapać więcej, rozumieć, nagle zderza się z brutalną rzeczywistością, że mama z tatą go oszukiwali tyle lat. Czy z takich zszokowanych dzieci wyrastają wegetarianie? Wątpię, na pewno wyrastają dzieci, których zaufanie do rodziców znacznie spada.

rozbiór wołowiny-2

Czy dzieci na wsi mają w tym względzie lepiej? Chyba tak, widzą narodziny zwierząt, widzą klasyczne „pół  świniaka”, kręcą się po kuchni podczas robienia wędlin, wędzenia. Czy uważam, że mając uczciwy przekaz mają koszmary  w nocy? Wątpię.

Ale wiedzą, że mleko nie jest z kartonu a kotlecik to nie owoc i nie rośnie na drzewie.

Pamiętam bardzo dobrze aferę jaką spowodowało zdjęcie Lwa na jednym z portali dyskusyjnych, na którym regularnie pisuję. Wywołało oburzenie, że tak bezceremonialnie pomaga peklować ojcu boczek. Faktycznie, lepiej kupić w sklepie, opakowany i udawać, ze wziął się z księżyca.

Rozumiem, że można byłoby się oburzać, gdyby ktoś wrzucał zdjęcie dwulatka jak opala prosię. Ale tak dalece żyjemy w iluzorycznym świecie, że oburza i bulwersuje taka fota.

boczek

Dlaczego uważam, że ważny jest uczciwy przekaz i dlaczego o tym myślę? Jeśli będziemy dbać o to by mówić prawdę nauczymy dziecko szacunku do jedzenia. Zmorą dzisiejszego świata jest marnotrawienie jedzenia. Kupowanie zbyt dużo, wyrzucanie i znów kupowanie. Nigdy nie wyrzuciłam chleba, który sama upiekłam. Gdy był czerstwy zjadły go moje kury i ptaki w karmniku. Nie zdarzyło mi się wyrzucić choćby plasterka własnej wędliny czy własnego pasztetu. Bo zwyczajnie wiem, że za kawałkiem pasztetu na chlebie kryje się ciężka praca przy zwierzęciu, dbanie o nie, karmienie sprzątanie i szacunek dla zwierzęcia. Do ostatniej chwili.

I właśnie tego chcę nauczyć swojego syna.

450x75-tekstROKU

 

podobne wpisy

Komentarze: 9
  • Paula
    Październik 19, 2014

    Wychowałam się na wsi i ‚od zawsze’ wiedziałam skąd jest mięso na moim talerzu. Nie raz widziałam biegające bez głowy kury, słyszałam zabijaną świnię i powiem Ci, że nie czuję by mnie to w jakikolwiek sposób źle naznaczyło. Nie czułam, że jest to coś czego jako dziecko nie uniosę. Takie było życie, i tak jak jajka wybierało się kurom z grzędy, tak później obierało się z piór zabitą kurę. Wiem, że teraz te dwadzieścia kilka lat później coraz więcej osób myśli, że takie wychowanie dziecka to coś złego, że trzeba je chronić przed śmiercią, przed złem. I zgadzam się z tym, sama mam rocznego synka i będę robić wszystko by to co złe na świecie jak najdalej i jak najdłużej trzymać od niego z daleka. Tyle, że nie uważam by uświadamianie dziecka w takiej sprawie było czymś złym. Jestem pewna, że ludzie na wsi podchodzą do tego problemu w sposób podobny do mojego, ale dla kogoś z miasta to może być problem. Ale pełno jest kwestii, które inaczej odbierane są przez ludzi pochodzących z tych dwóch tak różnych światów :)

  • Monika z Mazur
    Październik 20, 2014

    Tak czułam, że ktoś ocenił Ciebie przez pryzmat wypowiedzi czy zdjęcia. Bo dziś czuć u Ciebie nerw w tym poście.
    Dawkowania prawda stosownie do wieku dziecka jest moim zdaniem jest jednym z elementów wychowania. U nas w domu robiono wędliny, wiedziałam od dziecka, że mleko to krówka daje, a świnka jest na mięsko. Jednak do dziś nie mogę patrzeć na uboj zwierząt. Zwyczajnie, za wcześnie to zobaczyłam. Czysty przypadek, bo wyszłam na podwórko jak sąsiad cioci to robił. Ale mięsa jeść nie przestałam. Jednak do dziś patrzeć nie mogę jak ubijane jest zwierzę. Pisałam Ci kilka postów temu o owieczkach. Mam nadzieje, że teraz wiesz skąd to odczucie u mnie. Efekt nie upilnowania mnie za dziecka. Tak samo z końmi było, że nigdy nie zjem końskiego mięsa. A guzik prawda, bo za dzieciaka kabanosy z koniny podobno uwielbiałam.
    Nie denerwuj się, bo nie warto. Stopniowo dawkuj prawdę Lewciowi, olej internetowe opinie i rób jak instynkt podpowiada. Jakoś do tej pory Ciebie nie zawiódł. To inni będą mieć problemy jak ich dzieci zderza się z rzeczywistością w brutalny sposób, a winą obarcza nadopiekunczych rodziców, którzy chowali je po kloszem.

    • Księżniczka w kaloszach
      Październik 20, 2014

      A widzisz, nerwu nie ma, temat chodził za mną już bardzo długo, ale wiem, że budzi kontrowersje, wiec omijałam go łukiem.
      Koniny też nie jadam, tak samo jak psiny. Ale nie oceniam jeśli ktoś to robi. Albo dla odmiany żywi się energią słońca;]

      • Iza
        Listopad 24, 2014

        Niestety psina to czysta tragedia w pięciu aktach i trzech odsłonach, bo sposób w jaki pozyskiwane jest mięso z psów jest przerażający… :( Osobiście od pewnego czasu jem tylko mięso, które pozyskuje mój wujek myśliwy. Uważam, że jest zdrowsze, jem go dużo mniej niż kiedyś mięsa w ogóle i czuję się z tym dużo lepiej. Byłam na polowaniu, widziałam jak sprawia się zwierzynę i uwierzcie mi, nabrałam dużo większego szacunku do ludzi, którzy mają tyle siły w sobie, aby to zrobić. Wiem, że chcę się tego nauczyć, aby móc z pełnym szacunkiem dla siebie i zwierzęcia spojrzeć później na swój talerz. Nie wychowałam się na wsi, ale teraz jestem tam w każdy weekend, gdzie hodowane są byki mięsne, kury, kaczki i widzę jak wszystko rośnie, skąd bierze się mięso, jajka, mleko i uważam, że zabicie kury poprzez dekapitację jest tysiąckroć dużo bardziej humanitarne niż rzeźnia, która czeka byki… :( a jajka sklepowe z kl 3 nie mogą nawet się porównywać do tych wiejskich… Pomijając kwestię hodowli klatkowej kur niosek, jajka przemysłowe są paskudne! Ludzie jedzą mięsa na co dzień za dużo i kiepskiej jakości, a nie będę wróżką, jeśli stwierdzę, że tłuszcze zwierzęce w nadmiarze + pakowana do nich chemia to duże obciążenie dla układu sercowo-naczyniowego. Pozdrawiam autorkę, fantastyczny artykuł i gratuluję maluchowi takiej świadomej mamy :) nie żeby moja była zła, każda mama jest najlepsza dla swojego dziecka :)

  • Siwiutka
    Październik 21, 2014

    Ja również pochodzę ze wsi , i na niej teraz mieszkam lecz nie posiadam gospodarstwa nad czym bardzo ubolewam .
    Wychowuję swoje dzieci bez obłudy . Zabieram je do rodziny która ma świnki , krowy aby zasmakowały świeżego mleka prosto od krowy , aby pomogły mamie w skubaniu kur …
    Gdy coś jemy padają pytania , a skąd to mięsko ? czyli z jakiego zwierzęcia jest dzisiejszy obiadek … myślę że dzisiejsza obłuda i lukrowanie wywodzi się nie tyle z chęci ochrony dzieci a z samej niewiedzy rodziców – niestety , jak również braku czasu dla nich … jak patrzę na „rodziny” które jedzą gdzie i jak popadnie a nie jak mamusia uczyła przy stole w towarzystwie domowników , to krew mnie zalewa . Dzieci w dzisiejszych czasach głównie jedzą w towarzystwie ich przyjaciela telewizora bądź tableta , z reguły nie widzą co jedzą i jak jedzą .
    Kto dziś celebruje posiłki , choć jeden dziennie ? Odpowiedzą nam pytani – kto ma na to czas ?
    Osobiście nie wyobrażam sobie obiadu bez mojej rodzinki , kiedy zasiądziemy wszyscy ze sobą przy stole wiem że warto było to wszystko gotować i czekać na wszystkich , kiedy każdy chwali i dziękuję czuję jak mi skrzydła rosną :) niby banał ale sam obiad to nie tylko jedzenie go ,ale także wspólne posiedzenie całej rodzinki, wspólna rozmowa , zdawanie relacji z całego dnia, rozwiązywanie problemów …

    • Księżniczka w kaloszach
      Listopad 1, 2014

      I chyba tak naprawdę wyłapałaś sedno. Z tym brakiem czasu. U nas ten czas posiłków chociażby święty jest. Trzy razy dziennie zasiadamy razem do stołu. Bez tabletów. Jemy, rozmawiamy. Od zarania posiłki jednoczyły, spajały. Dzięki za ten wniosek!

  • kasia
    Listopad 25, 2014

    Niestety z 3,5 latkiem i7,5 latkiem nie zawsze siada sie przy stole 3 razy dziennie.wazne jest to zeby na chwile sie zatrzymać,przynajmniej dla mnie,nie akceptuje jedzenia w samochodzie w pośpiechu,obiad ma być na stole i w spokoju,

    • Księżniczka w kaloszach
      Listopad 25, 2014

      I to wydaje mi się sednem. Że ma być spokój w tym posiłku!
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz