Nowy rok szkolny, nowe wyzwania.

poniedziałek, Wrzesień 3, 2018 4 0

Dziś młody człowiek znów przekroczył próg szkoły i po raz kolejny będzie się uczył w zerówce. Pewnie większość z Was zastanawia się, co skłoniło mnie do tego by go pozostawić ponownie w zerówce, zamiast wysłać do pierwszej klasy. Lew w zeszłym roku był w zerówce jako pięciolatek, po roku nauki miałam wybór wysłania go do szkoły (rok wcześniej) albo zatrzymania go jeszcze na rok, by poszedł do szkoły razem ze swoim rocznikiem. W sumie miałam masę wątpliwości, które też pojawiają się w Waszych pytaniach – czy nie będzie się nudził, czy to nie bez sensu by powtarzał materiał? Nie mam wątpliwości, że pod względem intelektualnym doskonale by sobie poradził w pierwszej klasie, ale jednak wiedza to nie wszystko.crayons-1209804__340

fot. Pixabay

 

Na naszej decyzji zaważyła głównie dojrzałość społeczna, a także rozmowy z rodzicami dzieci starszych – ofiar reformy, które trafiły do szkół wcześniej i rok równicy między dziećmi zaczyna być dokuczliwy w starszych klasach, Większość z tych rodziców żałuje.

Kolejny rok w zerówce nie oznacza, że dziecko będzie robić to samo. Nawet jeśli nauczyciel jest ten sam, to kolejny rok to nowe książki a co za tym idzie zupełnie inne zajęcia czy tematy pokazane w inny sposób.
Najtrudniejszą częścią decyzji o pozostawieniu go w zerówce byli koledzy i koleżanki. Znów musiał się rozstać z przyjaciółmi, bo zdecydowanie grono jego najbliższych znajomych stanowiły dzieci rok starsze. Trudno jednak racjonalną decyzję opierać na tym, że kolega idzie do pierwszej klasy i tylko tym się kierować.  Kolejny rok w zerówce utrwali jego wiedzę, lepiej go przygotuje do szkoły. Będzie też szansą na udoskonalenie umiejętności grafomotorycznych.

Jak on przyjął naszą decyzję? Trochę był zawiedziony, że najlepszych kumpli nie będzie ale z drugiej strony wizja nawiązania nowych przyjaźni skutecznie go przekonała.

IMG_20180903_080627_459

Początek roku szkolnego to również nowe wyzwania organizacyjne dla nas. Zawsze się zarzekałam, że nie będę szoferem swojego dziecka uprawiającym ekwilibrystykę dowozu na kolejne zajęcia, a koniec roku był właśnie taki. Lew chce robić tysiąc rzeczy, w zasadzie się nie dziwię, bo mam tak samo. Gdyby mógł to by chciał jeszcze chodzić na kilka innych zajęć, taki ma charakter, wiecznie w ruchu. I chociaż kilka lat temu twierdziłam, że ma się bawić, toczyć fajerkę po wiejskiej drodze pogrzebaczem dziś podążam za potrzebami swojego dziecka, bo zupełnie nie miałam racji, trafił mi się aktywny syn:D
Jednak odległość 30 km od miasta sprawia, że wieczne bycie w drodze staje się uciążliwe. Capoeira, basen, piłka nożna dwa razy w tygodniu, zbiórki zuchowe – trochę tego dużo. I nie myślę tu o nim, ale na koniec roku miałam wrażenie że w tym szaleństwie dowozów tracę czas na swoje sprawy, swoje zajęcia.  Czeka nas zatem pewnie rozmowa poważna z młodym, ustalenie na czym zależy mu najbardziej i co mu sprawia największą frajdę.

A jak u Was w temacie zajęć dodatkowych? Wozicie dzieciaki na jakieś zajęcia? jak ogarniacie logistykę dowozów? A może idziecie w zaparte, jak ja kiedyś z tym pogrzebaczem i fajerką?

podobne wpisy

Komentarze: 4
  • Natasza Majkowska
    Wrzesień 3, 2018

    Zaczęliśmy w tym roku pierwszą klasę. A rok wcześniej – córkę zaczęliśmy wozić na zajęcia judo. W tym roku kontunuujemy to judo, no i raz na dwa tygodnie basen. Nie poszłam za modą i nie pozapisywałam dziecka na milion pozaszkolnych zajęć, bo po co. Angielski miała w przedszkolu, teraz jest w szkole. Na razie wystarczy. Widze po swoim dziecku, że potrzebuje zabawy – takiej zwyczajnej, w swoim pokoju, z lego, z playmobil, z tymi swoim wszystkimi rupieciami strasznieważnymi. Albo trzygodzinnego siedzenia na placu zabaw. Albo wyjazdu na wieś. Nie chcę jej tego odbierać kosztem napiętych grafików, poganiania i bieganiny. Dzieciństwo ma być frajdą.

  • Marta K
    Wrzesień 3, 2018

    Słuszna decyzja. Zrobiliśmy tak samo ze starszą córką. Nie znam ani jednego rodzica (mającego dzieci w starszych klasach) zadowolonego z puszczenia 6-latka do pierwszej klasy.
    Zajęcia dodatkowe, dla mnie też ciężki temat. Mam co prawda jakieś 500m do szkoły, za to dwójkę maluchów, które mają swoje pory jedzenia, spania itp. Ale Młoda będzie mogła sobie wybrać jakieś 2-3 opcje.

  • sandra
    Wrzesień 14, 2018

    Młody jest ambitny :) Daleko zajdzide

  • tuż za miastem
    Wrzesień 26, 2018

    Jako mama czwórki, w tym trójki uczącej się, również uważam, że sześć lat to za wcześnie na szkołę. I chodzi tu głównie o emocje naszych dzieci i szkoły nieprzygotowane na podjęcie takich maluchów. Mój syn poszedł do szkoły jako sześciolatek,bo nie było wyboru i niestety 8 klas pierwszych w wielkiej szkole, dzieci zagubione. Syn z nerwów często wymiotował przed szkołą i nie tylko. Bał się swojej Pani. Między innymi dlatego uciekliśmy na wieś :)
    Pozdrawiam i dobrych argumentów do rozmowy z synkiem życzę :)

Dodaj komentarz