tylko noś, noś noś długie włosy jak my

niedziela, Wrzesień 7, 2014 23 0

Ostatnio mam natłok zapytań i dobrych rad od wszystkich wokół. Całe otoczenie nagle zainteresowało się włosami Lwa. Pyta albo doradza. Czymże jest przedmiot sporu? Otóż włosy dwulatka, które rosną sobie na żywioł i z którymi przekorna matka nic nie robi!włosy-2

Frakcja pytająca nie wkurza mnie aż tak mocno. Jeśli jest to 5 pytanie w tym tygodniu, zaczyna być to męczące. No ale dobra, kto pyta nie błądzi. A powszechnie chyba panuje przekonanie, że włosy co sobie rosną same jak chcą, to coś wymagającego objaśnienia. Otóż, odpowiadam, że rosną sobie. I nic nie zamierzam z tym robić na razie.

włosy-4

włosy-1

Frakcja pouczająca doprowadza mnie do szału. Wujki i ciotki „dobre rady”, które mierzwią czuprynę mego dziecięcia i wpatrując mi się głęboko w oczy pouczają mnie, mówią mi co muszę zrobić:

- obetnij mu włosy, będą mocniejsze, grubsze, dłuższe, zielone, niebieskie, będą rosły do wnętrza czaszki* – niepotrzebne skreślić

- obetnij mu włosy, bo biedny nic nie widzi

- obetnij, przecież mu gorąco

Plus cała masa akcji jak łapanie za loka, robienie z palców nożyczek i mówienie „ciach”. Jak w przedszkolu.

Co ja na to? Moja przekorna natura się buntuje, bo wychodzę z założenia, że to sprawa rodziców, co robią i jak robią.

Czasami złośliwie odpowiadam, że czekam do siódmego roku życia. Wtedy będzie wielka feta, ognisko, stołek na środku kręgu i rytualne postrzyżyny. I przejdzie wtedy spod mojej opieki pod kuratelę ojca wojownika. Jak za dawnych czasów.

włosy-6

włosy-5

Jako matka czuję presję społeczną, a włosy to wierzchołek góry lodowej. I myślę, że każda matka czy ojciec wie o czym mówię.

Od początków rodzicielstwa jesteśmy pouczani, że za cienko ubrany, za ciepło. Że za gruby, że za chudy. Za mało intelektualnie stymulowany albo przestymulowany. Za mało uspołeczniony albo za bardzo kontaktowy. Za mało bliskości albo za dużo.
Skąd się bierze w ludziach ciągła chęć pouczania rodzica, strofowania go? I dlaczego, choć czasami czujemy się z tym dyskomfortowo, to dla świętego spokoju i unikania nacisków ulegamy?

włosy-7

Ja bym chciała przeżyć macierzyństwo po swojemu, popełnić własne błędy – bo przecież są nieuniknione. I słuchać własnego wewnętrznego głosu. Bo zwyczajnie, pomijając patologiczne sytuacje RODZIC CHCE DLA DZIECKA DOBRZE I WIE NAJLEPIEJ!

włosy-3

 

 

Komentarze: 23
  • skidder
    Wrzesień 7, 2014

    Ej, ale to nie prawda, że jak się obcina to będą silne i niebieskie…ja obcinam i mam słabe i rude :P

    • Księżniczka w kaloszach
      Wrzesień 7, 2014

      Ha! Jednak mam rację jak widać;]

  • Pat
    Wrzesień 7, 2014

    Dokładnie! Nikt nie chce skrzywdzić własnego dziecka! A nie ma na swiecie rodziców którzy wychowaliby swoje potomstwo tak żeby wszystkim dogodzić! Ile ludzi tyle zdań, dlatego też niech każdy patrzt na siebie, swoja rodzine i swoje dzieci!

  • Surrealistka
    Wrzesień 7, 2014

    Mnie z kolei wkurza, że codziennie(!!!) napotkani ludzie mówią: „jak dziewczynka”…
    Zdecydowanie, jest presja…

  • Magda
    Wrzesień 7, 2014

    Myślę, że nie ma w tych „dobrych radach” złej woli. Bardziej chodzi o tradycję. Przez wieki było tak, że wiedza o wychowywaniu dzieci była przekazywana z pokolenia na pokolenie bo przecież młoda matka nigdy nic nie wiedziała. I temu starszemu pokoleniu trudno jest teraz zrozumieć, że w obecnych czasach młode matki chcą wychowywać dzieci po swojemu. Zdaje się to być barierą nie do przeskoczenia!

    • Joanna Kucharska
      Wrzesień 8, 2014

      Troszkę się nie zgodzę. Przez wieki było tak, że matki (rodzice) decydowali sami, bo matka młoda dobrze wiedziała bo od dziecka obserwowała otoczenie, które nie było pozamykane w domach.Społeczności kobiet żyły wspólnie, wspólnie gotowały, wspólnie robiły prace polowe i zarobkowe (np. szycie czy koronkarstwo). Potem nastąpiła rewolucja przemysłowa, kobiety musiały iść do pracy, do fabryk, powstał „dom zamknięty”, czyli to co dziś znamy jako dom, a do „produkcji” nowych pracowników zaczęły się wtrącać „autorytety”. Wymyślono szpitale położnicze, karmienie na godziny itd. I od tego czasu panuje modła na pouczanie matek – każdy się czuje autorytetem, każdemu się wydaje, że może pouczać, dawać radę, bo każdemu się wydaje, że dzieci nie należą do matki tylko są „własnością społeczną”. Na przestrzeni ostatnich lat, ten trend kulturowy został usankcjonowany prawnie. Rodzic ma obowiązek posłać dziecko do szkoły wtedy gdy tak karze rząd, nie wtedy gdy dziecko jest emocjonalnie i mentalnie gotowe. Teraz o zgrozo walka o ustawowy obowiązek posyłania do przedszkola w wieku 4 lat! Rodzic ma obowiązek pokazywać dziecko lekarzowi i ten decyduje o tym, jak je żywić (bilanse niemowląt i siatki centylowe – nie jesteś idealnie w normie to porady w stylu dokarmiać mlekiem modyfikowanym, albo ograniczać karmienie)!!!
      Ja na pouczanie mam alergię właśnie dlatego, że pozwalanie na nie (na pouczanie) utwierdza ludzi w przekonaniu, że mają prawo decydować o cudzych dzieciach, cudzym systemie wartości i cudzych normach moralnych. I potem mamy patologię porodów na leżąco, bo przecież obcy facet wie lepiej jak rodzić dzieci bo ma „dyplom lekarski”… Tępić pouczanie, tępić, piętnować i pokazywać, że ktoś kto pouczas- sugeruje zachowuje się bardzo, bardzo źle, bo każdym nawet najmniejszym komentarzem, krok po kroku zabiera matce wolną wolę, zabiera matce jej dziecko.

      • Księżniczka w kaloszach
        Wrzesień 8, 2014

        Fajnie to ujęłaś. Ja bym tylko do tego co piszesz dodała taką uwagę, ze nie ma obowiązku posyłania dziecka do szkoły. Rodzic musi dopilnować by dziecko realizowało „obowiązek szkolny”, ale możemy realizować go również w domu w ramach edukacji domowej z pominięciem placówki szkolnej.
        Dla mnie te włosy są takim moim buntem, przeciw temu społecznemu zawłaszczaniu!

        • Joanna Kucharska
          Wrzesień 10, 2014

          Tak, jest furtka w postaci nauczanie domowe. Ale nawet w domu dziecko w danym wieku ma przerobić taki a nie inny program.
          Taka społeczna schizofrenia panuje – z jednej strony ciągle słyszymy, że każe dziecko się we własnym tempie rozwija i nie można porównywać dzieci (każde się uczy chodzić/mówić/rysować wtedy gdy jest na to gotowe) a potem następuję „big bang” i czas szkoły i nagle wszystkie dzieci muszą się rozwijać w tym samym tempie (w 1-szej klasie mają umieć to, a w drugiej klasie być w stanie zrobić tamto) i są wszystkie do siebie porównywane- oceny!
          I znów ktoś obcy, system rządowy decyduje o tym czy nasze dziecko jest inteligentne czy nie (czy ma dobre oceny, czy nie).

          • milenka
            Grudzień 5, 2014

            Ale chyba nie macie złudzeń, że dorosłe życie jest INNE? Sorry ale jak słucham mądrości pt. „nauczanie w domu” to mi tylko ręce opadają… Nie, nie dlatego, że jestem „w systemie” ale dlatego, że moim obowiązkiem – jako rodzica – jest przygotowanie dziecka DO ŻYCIA. No i tak się składa niestety, że żyjemy NA ZIEMI, póki co W POLSCE i na razie w XXI wieku. Jeśli uważacie, że jesteście nauczyć swoje dziecko WSZYSTKIEGO, łącznie z kontaktami społecznymi, zachowaniem w grupie, zastąpicie mu swoją wszechmocną osobą wszystkie przyjaźnie, rozmowy o ulubionych bohaterach, wygłupy, pierwsze miłości to…kurcze, sorry ale jesteście w dużym błędzie. Nasz system edukacji jest jaki jest, głupi, niedoskonały, z błędami. Ok. Ale to naszym zadaniem, zadaniem RODZICÓW jest rozwijać dziecko PONAD ten system. Chodzenie do szkoły to coś…absolutnie wyjątkowego dla dzieci. To nie tylko wiedza, nauka.To poczucie wspólnoty, wspólnych spraw, radości, zmartwień, lęku przed klasówkami, wzajemnej pomocy, podkochiwania się w kimś tam na przerwach… Jak można dziecko czegoś tak ważnego pozbawić? I to z pełną premedytacją? Nie macie litości? Jestem jedynaczką z rozbitej rodziny – i już miałam x problemów (i mam do tej pory) z adaptacją w nowym środowisku, w kontaktach z ludźmi. Za żadne pieniądze nie zafundowałabym swojemu dziecku takiego klosza jak nauczanie w domu. To chyba jedna z największych krzywd jakie można dziecku wyrządzić. I największych KŁAMSTW. Bo mówicie dziecku, że świat jest cacy. A nie jest. Kiedy się o tym dowie – a dowie się w końcu. To będzie jeden wielki ból i rozczarowanie.

  • Kam
    Wrzesień 8, 2014

    wydaje mi się, że jeśli rady udziela kobieta która wychowała już pare maluchów to trzeba przymknąć oko, ale najgorzej jak radzi bezdzietna alfa i omega! ;) jestem świeżą ciocią i sama to zauważyłam

    • Księżniczka w kaloszach
      Wrzesień 8, 2014

      A ja się nie zgodzę;] Bycie mamą więcej niż 1 sztuki wcale nie musi rzutować na większy bagaż życiowych doświadczeń i wiedzy;]

  • Ra
    Wrzesień 8, 2014

    Ja mam córkę (!) o pięknych, gęstych, blond sprężynkach na głowie- a i tak słucham, że jak to możliwe, że jeszcze nie była u fryzjera, że należy podciąć końcówki, żeby były zdrowsze, że z grzywką byłoby ładniej itd., itp.
    A dopiero chłopak… ;)
    Co gorsza sama łapię się na tym, że lubię radzić ;P Choć staram w tonie: „a myślałaś…”
    Taka natura chyba ;D

    • Księżniczka w kaloszach
      Wrzesień 8, 2014

      Mnie najbardziej drażni w poradach włosowych akurat ich „zabobonność” i to, że rady mają niewiele wspólnego z jakąkolwiek prawdą…

  • www.nebule.pl
    Wrzesień 8, 2014

    Moja też ma włosy mocno rozwichrzone i jak ma tiszert the beatles i jeansy to myślą, że to chłopiec.
    Dopiero trafiłam na ten blog. Chyba tu zostanę. A puszcza Knyszyńska to i trochę moje rejony.

  • Ozdoba
    Wrzesień 8, 2014

    A ja marzyłam o pięknych lokach, no chociaż lekko falowanych włosach mego syna i żeby były właśnie takie dłuższe ale niestety ma proste jak druty… Muszę jednak przyznać, że ulegam presji „już za długie” i je podcinam. Na szczęście maszynka nie wchodzi w grę (strach) i obcinam je sama więc to ja decyduję jak wygląda ostatecznie fryzura mego syna (fryzjer też nie wchodzi w grę). Rady dotyczące włosów mnie ruszają tylko trochę bo już się nasłuchałam rad jak urodziłam. Najgorsza jest teściowa i ciotki: ” Bo 30 lat temu to ja…” I tu się zaczynało:
    smarowałam pupkę oliwką, miałam szare mleko – ty pewnie też tak masz, miałam mało mleka – ty pewnie też bo masz małe piersi ,masowałam mocno pierś w czasie zapalenia piersi, obkładałam dziecko poduszkami, żeby siedziało, odpieluchowałam jak miało 10 miesięcy itp. Najgorsze, że to co ja mówiłam, co ja robię i jak będę robić i co chcę nie było w ogóle słuchane, brane pod uwagę. Z teściowa stosunki nasze się bardzo popsuły i jest ogromny dystans między nami ale nie lubię jak ktoś mnie traktuje protekcjonalnie i mówi mi co i jak mam robic nie biorąc pod uwagę tego, że można tę rzecz, czynność wykonać inaczej niż wszechwiedzący doradzający.
    Chętnie podpytuję inne mamy jak rozwiązywały pewne problemy, jakie mają sposoby na różne rzeczy ale tylko aby poszerzyć własne pole widzenia, porównać, spróbować czegoś innego ale to ja szukam podpowiedzi i nikt mi ich nie narzuca!

  • patita
    Wrzesień 9, 2014

    Mojej Ksani takie kołtuny robią się tylko z tyłu. Obcięłam jej włosy bo mąż mnie przekonał że będzie lepiej. Ale co z tego jak kołtuny wróciły i znowu się robią.
    Ostatnio od innej mamy z pracy słyszałam, że jak to moje dziecko może dalej do pampersa robić, bo jej już woła na nocnik a jest młodsza. I co z tego?
    A jak słyszę, że coś muszę to już przestaję słuchać.

  • Hania
    Wrzesień 10, 2014

    I jam przekorna i obcinać nie będę. Mikołaj wiecznie mylony z dziewczynką, już nawet nie wyprowadzam z błędu, bo w sumie mnie to kręci i właśnie ostatnio zakupiliśmy miętowe conversy;-) ps. Podoba mi się u Ciebie bardzo!

    • Księżniczka w kaloszach
      Wrzesień 12, 2014

      A dziekuję! Ja kupiłam dziewczyński sweterek, po odpruciu kokard będzie szał ciał!

  • justyna
    Wrzesień 20, 2014

    nie wiem czy gdzies pisałas skad ta koszulka z muminkiem jesli tak to przepraszam ze pytam:: skad koszulka z muminkiem:)

    • Księżniczka w kaloszach
      Wrzesień 20, 2014

      H&M
      była taka seria cała, miał z Bobkiem, Muminkami i tę czarną właśnie. Niestety już wyrasta, a ta już kusa się robi:(

  • milenka
    Grudzień 5, 2014

    Hehe:) Ja nie miałam problemu bo Franek urodził się łysy i był łysolem przez pierwsze 3-4 lata życia:) Teraz włosy mu rosną ale dość cienkie i niezbyt gęsto. Ścinam wtedy gdy zaczyna wyglądać niekorzystnie, kiedy nadmiar kudełków z tyłu głowy zaburza kształt jego całkiem zgrabnej czachy:) Jednym słowem – kieruję się własnym poczuciem estetycznym i już:) Nie dziwię się, że rodzina próbuje Cię namawiać do strzyżenia – z punktu widzenia estetycznego właśnie. Bo Lew…no trzeba przyznać, że nie ma burzy loków (choć kolor cudny!) tylko takie „piórka” liche. No ale o gustach się nie dyskutuje. Każdy rodzic robi to co uważa za słuszne i żadna „nadprawda” nie powinna obowiązywać. Młody podrośnie i sam zdecyduje czy chce być hippisem czy łysym, czy chce nosić dżinsy czy skórzane rurki, czy breloczek z sarenką czy z czachami…:) I to też trzeba uszanować! :)))) I tu dopiero zaczyna się test prawdziwej tolerancji! :)))

  • Pralka Frania
    Styczeń 26, 2015

    O! Dopiero teraz mi się ten post pokazał. Nie każdy rodzic wie najlepiej, ale każdy jak najlepuej chce. Ja jak słyszę, że ludzie czekają z obcięciem włosów do pierwszych urodzin (a co chwilę opowiadają jak to dziecku już do oczu wpadają,ale jeszcze musi wytrzymać) to ja się zastanawiam, czy to jest Samson jakiś czy co? Jak dziecko skończy roczek a ty człowieku w pewnym momencie przestaniesz swemu potomstwu owe pukle obcinać to się nasłucha,że brzydkie, że „fuj” i „fe”, że jego kuzyn z włosami wyskubanymi przez mamusię to powinien być dla niego wzorem. Jak to śpiewała Nosowska- „A huuu!

    • Księżniczka w kaloszach
      Styczeń 26, 2015

      Bo w życiu naprawdę trzeba mieć twardą skóre by robić po swojemu. Ja nadal minimum raz w tygodniu słyszę o tych kudłach;]

Dodaj komentarz