• złowrogi cień babilonu

    niedziela, Styczeń 17, 2010 5 2

    Wędrując po blogach ostatnio widzę dyskusję pt. „Dobre bo polskie” i trochę mnie ona śmieszy i wkurza. Wieje od niej takim fanatyzmem, znam ten rodzaj fanatyzmu, z czasów moich poszukiwań siebie. Latania na skłot, feministycznych zapędów, wegetarianizmu, końskich fundacji, bojkotu produktów z Chin i ze skóry i innych takich;]
    Znam i uważam że jest dobry w okresie młodzieńczego buntu. Że kształtuje człowieka. Ale też że przychodzi taki czas, w którym trzeba wyrosnąć. Bo fanatyzm jest w wydaniu dużych ludzi i groźny i śmieszny, zwłaszcza jak nie jest konsekwentny – bojkotuję co chińskie ale mam komórkę złożoną tam, i połowę ubrań z Chin, a w domu króluje skandynawska stylistyka.
    Lubię polskie produkty ale nie chcę za nie przepłacać. Znam nasze zwyczaje i staram się je celebrować. Wieszam flagę na 11 listopada, śpiewam kolędy i wiem co to jest „święty kąt” i korowaj ale nie czyni mnie to wcale lepszą w te dni ode mnie w dni kiedy piekę lussekater czy wydrążam dynię.