Nowotwór to nie wyrok

wtorek, Czerwiec 28, 2016 23 0

Należę do osób, które dbają o swoje zdrowie. Regularnie odwiedzam w związku z tym ginekologa, robię niezbędne badania. Standardowo umówiłam się na wizytę, poszłam bez stresu, bo przecież na bieżąco monitoruję co się dzieje. Lekarz zrobił mi usg i przekazał mało optymistyczną wiadomość. Jest guz. W pierwszej chwili chciałam zapytać, ale jak to, przecież badam się regularnie… Wsiadłam do samochodu trzymając w dłoni skierowanie na operację. I wtedy dopiero puściły mi emocje.IMG_20160628_084251

Guz, nowotwór
Nowotwór to nieprawidłowa tkanka powstająca z jednej „chorej” komórki organizmu. Rośnie ona w wyniku niekontrolowanych podziałów komórek, połączonych z jednoczesnym zaburzeniem różnicowania się powstających komórek.
Nie oznacza to jednak, że każda taka zmiana jest złośliwa. Choć po diagnozie, większość z ludzi zwyczajnie wpada w panikę.

Czy ja wpadłam w panikę?

W sumie nie, raczej w takich sytuacjach myślę trzeźwo, nie siedzę w domu i nie płaczę po kątach. Bo płacz nic nie zmienia. Nie zmienia też nic zamartwianie się, snucie czarnych scenariuszy. W takich sytuacjach trzeba podejmować działanie a nie po prostu siedzieć i czekać na najgorsze. Bo jeśli najgorsze ma się zdarzyć to i tak się zdarzy, niezależnie od tego czy będziemy na to czekać, czy też nie. Dlatego trzeba na starcie wierzyć, że jedyny możliwy scenariusz dla nas, to tylko pozytywny scenariusz, scenariusz w którym wygrywasz życie, wygrywasz uśmiech swoich bliskich i wszystko co najlepsze.IMG_20160628_085140

Trzeba działać

Na drugi dzień wsiadłam w auto i pojechałam do szpitala, by wyznaczyć datę operacji. Pierwszą możliwą, bez  chowania głowy w piasek, przeciągania w nieskończoność, tego co nieuniknione. Bo takich decyzji nie można odwlekać. Nie można hodować takich zmian w nieskończoność, licząc na cud. Każda taka zmiana zwyczajnie z czasem może zezłośliwieć.
Nie neguję, że można pić ziółka, chodzić do znachorów, obserwować niepokojące zmiany i czekać, nie neguję, ale nie bardzo też rozumiem po co to robić.

Termin operacji jest pewnikiem, trochę słabą perspektywą ale wiemy na czym stoimy, podejmujemy działanie. Czekanie jest wegetacją z odbezpieczonym granatem w dłoni, nieprzespanymi nocami i życiem w stresie.

Gdy wyznaczono mi datę mojej operacji, zapisano w kajet, zaopatrując mnie w plik skierowań na badania przed operacją, czułam że właśnie byłam dzielna, że się zmierzyłam z problemem, nie stchórzyłam.

Wracając do domu kupiłam sobie perły i dobre wino, dla nas dwojga

Wieczorem usiedliśmy we dwoje i je i wypiliśmy.

Dlaczego Wam to wszystko piszę? Dwa miesiące później, gdy leżałam na sali szpitalnej, obok mnie leżały inne kobiety. Kobiety, które się bały, kobiety które się nie badały, kobiety które zamiast 3 malutkich blizn po laparoskopowej operacji miały kilkadziesiąt szwów, kobiety, które pozwoliły swym guzom rosnąć.
Każdy z nas się boi, ale każdy z nas leżąc na stole operacyjnym ma też wiele do zyskania.
Spokój i komfort życia bez stresu i bez patologicznej zmiany.

Nie można uciekać w życiu od tego, z czym i tak przyjdzie nam się zmierzyć, nie można czekać w nieskończoność. Trzeba podnieść czoło i zawalczyć o siebie, o swoja rodzinę i bliskich. Bo to nie jest tak, że to dotyczy tylko nas, decyzja o odwlekaniu operacji należy tylko do nas. Mając wokół bliskich mamy też wielką odpowiedzialność i warto być dzielnym również dla innych.

Gdy dwa tygodnie później odbierałam wynik badania histopatologicznego, odetchnęłam z ulgą

Zarówno przed pójściem do szpitala, jak i podczas pobytu  oraz rekonwalescencji dostałam gigantyczne wsparcie od najbliższych i ludzi wokół. Czułam siłę ich dobrego słowa czy modlitwy, wysyłanych mi smsów. Wsparcie jednak można dostać tylko wtedy, gdy chcemy je dostać, gdy nie udajemy, że nic się nie dzieje, gdy nie tuszujemy niedyspozycji i rozmawiamy z ludźmi o naszych problemach.
Bo nowotwór może dotknąć każdego, a tylko od nas zależy w jaki sposób uda nam się z tym zmierzyć.

I jeśli choć jeden z moich czytelników, po tym wpisie pójdzie w końcu do lekarza, zapisze się na operację, to będzie wielka rzecz! A ja zawsze służę wsparciem!

podobne wpisy

Komentarze: 23
  • Aleksandra Greszczeszyn
    Czerwiec 28, 2016

    Gratuluję odwagi, także w kwestii napisania o tym. Życzę ci dużo zdrowia i mam nadzieję, że niejedna osoba dzięki twojemu wpisowi pójdzie się zbadać!

  • Ania
    Czerwiec 28, 2016

    Brawo !

  • Aśka
    Czerwiec 28, 2016

    Byłam w maju,przeżyłam.Jestem silna,Ty też.Pozdrawiam :)

  • Marta mamawbiegu.pl
    Czerwiec 28, 2016

    Bardzo mądre! Życie trzeba brać na bary i tyle, cieszę się, że wyniki OK .

  • Hanka
    Czerwiec 28, 2016

    Gratuluję szybkiej decyzji i wiary w wyzdrowienie – jest to istotny element kuracji. Tydzień temu wyszłam z kardiologicznego szpitala z mało wesołą diagnozą, ale wierzę /mimo wieku/ w lepsze jutro i poprawę mego zdrowia. Na sali leżała ze mną 100 letnia p. Zenobia Leśniewska pełna optymizmu, wiary w ludzi i opieki opaczności. To co dobre przypisuje opaczności bożej a co złe zapomina. Cudowna osoba zostanie w mojej pamięci na zawsze.
    Kobiety leczmy się, nie unikajmy lekarzy, dbając o siebie dbamy i swoich bliskich. Bądźmy jak p.Zenobia pełni wiary, uśmiechu i życzliwości.
    A Pani życzę dobrego zdrowia i RADOŚCI.
    Pozdrawiam,
    Hanka

  • Magda
    Czerwiec 28, 2016

    Jesteś wspaniała kobieta. Podziwiam Cię i bardzo cenię.

  • An.Ka Love Domowe
    Czerwiec 28, 2016

    Popieram Twoje podejście w 100%. Sama mam za sobą usuwanie 3 zmian skóry (guzków, jak się później okazywało niezłośliwych), do tego nieprawidłową budowę tkanki w 1 piersi, która może sprzyjać powstaniu nowotworu. Zawsze po wiadomości, że coś jest nie tak przechodzilam od razu do działania. Trzeba ciąć to tniemy, biopsja potrzebna idę… Nie mam zamiaru czekać, aż jakiś potwór mnie wykończy ;-) jak to mówi mój onkolog – na nerwy i martwienie jest pora kiedy nic nie można już zrobić.

    Także popieram Twój apel – badajcie się, a potem nie bójcie się działać

  • Jermaga
    Czerwiec 28, 2016

    Trudny temat. A jak wiadomo trudne tematy lepiej omijać szerokim łukiem… Tylko, że często później to za późno. Szkoda, że w dzisiejszych czasach wizyta u ginekologa to wciąż wstyd. Mam w pracy dziewczynę młodą, trzydziestoletnią, która u ginekologa nie była od porodu, a jej syn skończy niedługo 10 lat!!! I twierdzi, że nie pójdzie, bo nie ma takiej potrzeby… Dla tych, co się boją i czekają nie wiadomo na co polecam „Lilkę” Kalicińskiej. Może da trochę do myślenia i zmobilizuje do zadbania o siebie.
    A Tobie gratuluję odwagi i życzę zdrowia. Bo żadne pieniądze ani nic innego go nie zastąpią.
    Pozdrawiam

  • Jasminowasia
    Czerwiec 28, 2016

    Jesteś tak fantastyczną i mądrą kobietą, że przykro mi, kiedy pomyślę, że mieszkasz daleko i pewnie nigdy się nie poznamy.

    • Alina
      Czerwiec 28, 2016

      Asia, no coś ty, daleko, to prawda, ale musimy do niej wpaść na watę cukrową:) Jakoś to ogarniemy:) Nie może Ci być przykro, wizualizuj tą wyprawę, Cara nas podrzuci:)
      Autorkę bloga pokochałam za kalosze, coś dla mnie nieosiągalnego, a wymarzonego, cieszę się, że sieje optymizm, kocha ludzi i zwierzęta, i że po prostu jest. Musimy ją odnaleźć:) Pozdrawiam autorkę i wszystkich podczytujących i komentujących.

  • pełna podziwu
    Czerwiec 28, 2016

    Wielki szacunek za odwagę w podjęciu tematu. Sama często odkladam „na później” rzeczy i tematy mało przyjemne, ale jeśli chodzi o zdrowie, jestem tego samego zdania co Ty. Mam nadzieję, że dasz przykład innym ociągalskim, a Tobie życzę zdrowia i samych pozytywnych zdarzeń!

  • Ilona
    Czerwiec 28, 2016

    Trzymaj sie zdrowo, zazdroszcze podejscia. Ja bym pewnie siedziala w kacie i plakala:-(

  • edit
    Czerwiec 28, 2016

    Dzieki. Zmotywowalas mnie do wizyty u ginekologa bo troche juz się do niego zbieram choc dotąd robiłam to to regularnie. Ale ostatnio cos motywacji mi brak a teraz obleciał mnie strach ze może cos sobie wyhodowalam….
    Moja ubiegloroczna 40 sklonila mnie do zadbamia o siebie,,o to na co nigdy nie bylo chęci czasu sily możliwości. Tez wlasnie leze po zabiegu który w ramach tego postanowienia jakiś czas temu umówiłam. W lipcu odwiedzam onkologa z moimi pieprzykami i jeszcze ten ginekolog! Jeszcze raz dzieki!

  • Justyna
    Czerwiec 28, 2016

    Cieszę się,że wyniki są dobre :-)
    Pisanie,mówienie o nowotworze jest bardzo ważne i daje motywację innym.
    Na 30 urodziny zostalam zdiagnozowana-nowotwór piersi. Dwójka dzieci – wówczas 8 i 6lat.Świat przewrócił sie do góry nogami. Ale przeszlismy chemię i radioterapię.Dziś mijają 4lata. Wiele koleżanek z pracy zaczęło badac piersi i to jest efekt rozmów i wsparcia koleżanek zza biurka.Bardzo budujące.
    Życzę dużo zdrowia Tobie i bliskim.Pozdrawiam.

  • Karola
    Czerwiec 29, 2016

    Jestes mega zuchem ;*

  • cozerka
    Czerwiec 29, 2016

    Zdrówka i miłości <3 odkąd mamy Małego Człowieka "przeglądy" zdrowia są u nas regularne, nie tylko moje, ale i mojej drugiej połowy. Zbyt wiele mamy powodów do długiego życia by to zlekceważyć. A pomimo, że na badania chodzimy regularnie, to za każdym razem odbierając wyniki mam stresa…

    I jeszcze jedna uwaga – mammografia nie zawsze wystarczy do odkrycia guza. Moja ciocia pomimo regularnej mammografii odkryła guzek dopiero przy samobadaniu a następnie usg. A istnieć musiał on już w trakcie jej ostatniego badania. Dziś jest po amputacji piersi, jej siła i determinacja, zero wątpliwości by podjąć najtrudniejsze decyzje i dosadne "nie dam się suk…nowi" dziś są wytycznym waleczności.

    Powodzenia!

  • Kamila T.
    Czerwiec 29, 2016

    ja również jestem po podobnej operacji i tak jak Ty nie zwlekałam ani chwili. od razu zapisala się na zabieg i gdy po paru tygodniach dostałam wynik stwierdziłam,że tak – jestem ZUCHEM! :) zgadzam się w 100% że trzeba brać sprawy w swoje ręce! bez wyjątku

  • Magda T.
    Czerwiec 30, 2016

    Zdrówka życzę! Cudownie, że wyniki dobre! I zgadzam się z Tobą odnośnie działania, ale dodałabym jedną rzecz – warto się konsultować u kilku lekarzy przed podjęciem drastycznych działań. I to nie dotyczy tylko guzów, ale masy innych rzeczy z naszym zdrowiem związanych. Sama mam „przygodę” z guzami i nikomu nie życzę konieczności podejmowania decyzji, ale niestety ostateczna decyzja należy do nas i nikt nie da nam stuprocentowej gwarancji. W sierpniu, zaraz po zobaczeniu dwóch kresek na teście okazało się, że mam guzy w piersi. Lekarz, szpital, operacja w trybie pilnym. Ale to był pierwszy trymestr i bałam się ryzykować życiem, zdrowiem mojego dziecka. Nawet nie potrafię opisać, jak biłam się z myślami, co robić. Konsultacje z innymi lekarzami pomogły mi podjąć decyzję. Operacji nie było i w najbliższym czasie nie będzie. Bo guzów nie ma. Mogą pojawić się nowe, ale tamtych nie ma. Zniknęły. A zatem, tak, zgadzam się z Tobą, ale tak jak we wszystkim, dobrze jest także w kwestii zdrowia zachować rozsądek i konsultować, konsultować, konsultować. Bo lekarze też są omylni, nawet ci najlepsi. I nie twierdzę, że lekarz, u którego byłam na samym początku się mylił, ale nie przedstawił mi wszystkich danych, nie zrobił wszystkich badań i choć jest uznawany za najlepszego specjalistę, cieszę się, że zaczęłam drążyć i teraz Gutek ssie mleko z mojej wolnej od guzów piersi. Zdrowy On, zdrowa ja.

  • Zarina
    Lipiec 1, 2016

    Bylam też w podobnej sytuacji.W tym roku od marca do końca maja.Moje życie było jak jazda kolejką pędząca po życie.Mialam czerniaka.Ale usynieto mi go.Dziada.Nie mam przezutow i choć lekarze chcieli mi odebrać nadzieje.Zawzielam się i nie dalam.Mam tylko jedno przesłanie do kobiet .Badajcie sie i nie bojcie.Ja miałam szczęście! I coś czuwalo nademną.Dlatego poruszasz temat na czasie.Pozdrawiam Cię!Nie dać się i nie załamać to jest najważniejsze.

  • Czarna Salsa
    Lipiec 19, 2016

    W mojej rodzinie były trzy przypadki raka tj. spraw kobiecych. Każda jedna osoba poddała się operacji a wcześniej brała chemię. Udało się chodź początkowe rokowania nie były dobre. Nie ma co się załamywać grunt to pozytywne myślenie.

  • artur
    Luty 5, 2017

    Pełen szacunek.

  • Daga
    Luty 28, 2017

    [serduszko]

  • mimi
    Grudzień 21, 2017

    A jednak punkt widzenia zależy od punktu siedzenia… Ja badałam się od zawsze, wykonywałam wszelkie możliwe badania i te na NFZ i te płatne. Aż pewnego dnia usłyszałam wyrok: nowotwór złośliwy G3. Jak? Skąd? – Przecież się badałam! Mam 29 lat, kilka cykli chemii za sobą, które niestety nic nie dają. Niedługo umrę. Warto się badać, ale nie zawsze jest to gwarancją zdrowia. Dużo zależy od jakosci tych badań, od lekarzy. Cieszę się, że u Ciebie dobrze. Pozdrawiam

Dodaj komentarz