Hodowla zwierząt od kuchni – owce

poniedziałek, Luty 29, 2016 8 2

Wiosną świat budzi się do życia, to czas narodzin, cudów natury. Wiosną w zeszłym roku brałam w ręce kurze jajo i czułam w nim życie. W tym roku te życie oznacza dużo większy gabaryt.jagniaki jedza-1

Małe jagniaki znamy już z zeszłego roku, w zeszłym roku mieliśmy dwie owce matki – maciorki i od nich doczekaliśmy się 3 owieczek.
Jedna niestety nie przeżyła i w taki oto sposób nasze stado powiększyło się o kolejną maciorkę i barana – tryka. Ponieważ jak wiadomo nie od dziś, syn raczej nie powinien mieć dzieci z matką, wymieniliśmy zatem baranka na chłopaka z innej hodowli. Jednak był dużo mniejszy od naszego a konkretnie sięgał swoim trzem wybrankom do kolan;]

jagniaki jedza-9
Mieliśmy zatem poważne obawy o to, czy uda mu się stanąć na wysokości zadania do czasu rui i czy doczekamy się owieczek. Owce jednak gdy przyszła późna jesień wydawały nam się grubsze a niektóre z nich w lutym wręcz monstrualnie grube.
Ponieważ owce kocą się (rodzą) bezproblemowo sam poród nie wymaga żaden pomocy ze strony człowieka. Przynajmniej nasze wrzosówki są samoobsługowe. Pierwszy wykot był tydzień temu, jako pierwsza urodziła pierwiastka. Maluchy sztuk dwa, ale instynkt u pierwiastki bardzo słaby i po 24 h został tylko jeden malec. Zanim jednak odgadliśmy czyje jest to dziecko trochę trwało, matka go nie chciała karmić, w sumie podstawialiśmy go ciotce i ona najmniej się broniła.
W kolejnej piątkowej turze urodziła nasza najmądrzejsza owca, Prowadnica. Dwa maluchy, mocne, silne, nie wymagające żadnej interwencji. I w tym momencie zgłupieliśmy, co z ostatnią owcą, która miała mleko bardzo długo, była pękata i nic nie zanosiło się na poród. Zaczęliśmy nawet podejrzewać, że jedna z owieczek, która nie przeżyła, była właśnie od niej.
jagniaki jedza-14
W niedzielę, bladym świtem uporczywe beczenie wyciągnęło nas nad ranem z łóżek. Owca zwana przez nas „Drugą” powiła chwilę wcześniej czworaczki. Słabe jak licho, jeszcze mokre, jeden niestety urodził się martwy. Ale maluchy bardzo drobne i w sumie cud narodzin takiej ilości raczej nas smucił. Do tego identyczne, przynajmniej na razie. Wszystkie takie same, czarne i kędzierzawe.

Czemu widok czworaczków nas zasmucił? Owca ma 2 sutki, więc już przy trojaczkach jest problem. Czworaczków w ogóle nie byłaby w stanie wykarmić. Poranek zszedł nam na przystawianiu maluchów, nakłanianiu najmłodszej matki by jednak karmiła swojego synka.

jagniaki jedza-12
Finalnie zdecydowaliśmy się na dokarmianie całej czwórki – drobnej kilkugodzinnej trójki i baranka, odrzuconego przez matkę. Prowadnicę i jej dzieci zostawiliśmy w spokoju. To mądra matka, ma mleko, dzieciaki mocne i żwawe, więc bez sensu interweniować.
I tak na zmianę podgrzewamy mleko, łapiemy każdego malucha i kilka razy dziennie pomykamy z ciepłymi butelkami do stajni, by nakarmić przychówek.

jagniaki jedza-5
Tak właśnie wygląda hodowla owiec od kuchni. Nawet jeśli z założenia nasza hodowla miała być hodowlą konsumpcyjną, to właśnie tak wygląda. Na poświęcaniu swojego czasu, ratowaniu drobiazgu i płaczu, przy kolejnych maluchach, które umierają bo zwyczajnie urodziły się za słabe.
Hodowla przydomowa nie jest prosta. To szacunek do zwierzęcia, ogrom pracy i dużo emocji.
To też próba zmierzenia się z trudnymi pytaniami dziecka, dlaczego baranek umarł. Bo dalecy jesteśmy od oszukiwania dziecka, któremu nagle brakuje baranka, którego widział. Staramy się zmierzyć z tym wszystkim, własnymi emocjami i emocjami dziecka.
Gdy czasami zobaczycie nasz przychówek na zdjęciach, pomyślcie o emocjach brania udziału w tym cudzie.

jagniaki jedza-10

podobne wpisy

Komentarze: 8
  • Marta K
    Luty 29, 2016

    Powodzenia, mam nadzieję że trud się opłaci i będą zdrowo rosły. Jakie mleko dostają? Udaje się zdoić taką ilość od matek?

    • Księżniczka w kaloszach
      Luty 29, 2016

      Niestety nie ma szansy na zdojenie takiej ilości. Dokarmiamy krowim mlekiem.

  • Jagoda
    Luty 29, 2016

    Ja pamiętam z dzieciństwa jak Nasza owieczka bardzo, bardzo się męczyła przy porodzie. Dzwoniliśmy do weterynarza, który przyjechał i orzekł, że młode jest źle obrócone. Jako dziecko było to dla mnie niesamowite przeżycie brać udział w cudzie narodzin. Wet musiał nieco „pomóc” owcy w porodzie, włożył rękę, obrócił młodego i wyjął. Niestety z dwójki jeden urodził się martwy, prawdopodobnie przez ten długi poród.
    A butlami zawsze karmiliśmy kozy. Tęsknię do tego wiejskiego życia, gdzie rządzi natura i my tak na prawdę jesteśmy tylko jej częścią :)

  • Maja
    Marzec 1, 2016

    Hej :) Pięknie piszesz o cudzie narodzin! Gratuluję zatem powiększenia rodziny :) Mam jednocześnie pewne pytanie (nie odbieraj go tylko proszę jako atak, ponieważ nim nie jest; wynika po prostu z czystej ciekawości, chęci zrozumienia pewnej kwestii). Natura badacza każe mi rozszyfrować Twoje postrzeganie. ;) Do rzeczy: z wpisu wnioskuję, że autentycznie i szalenie cieszysz się z narodzin każdej istotki. Jednocześnie wyznajesz, że hodowlę założyliście z przeznaczeniem na konsumpcję. Ciekawi mnie jak to jest mozliwe, że radość z nowego życia nie kłóci się ze świadomością, że to życie za kilka lat własnoręcznie unicestwisz (lub też nie własnoręcznie, aczklwiek w każdym razie za Twoim przyzwoleniem)? Przepraszam – może to zabrzmiało wrednie, niemniej nie potrafię inaczej opisac moich myśli. Drugą sprawą, które mnie intryguje jest wegetarianizm (w którymś z wpisów wyznałaś, że przez 10 lat byłaś na tej diecie).Nie znam osoby, która mając tak duży staż, by z niej zrezygnowała (podobno niekiedy dzieje się to ze względów zdrowotnych, aczkolwiek chyba niezbyt często ze względu na to, że człowiek jest przecież zwierzęciem wszystkożernym, a więc może dowolnie wybierać co spożywa). Bardziej naturalne wydaje mi się pójście o krok dalej – czyli dieta wegańska :) Natomiast Ty zawróciłaś z obranej ścieżki i wkroczyłaś na diametralnie inną – nawiązuję tutaj do pasji myślistwa. Czy nie jest tajemnicą, jak doszło do tak kolosalnej zmiany w twoim myśleniu?Jeśli jestem zbyt dociekliwa (a to mi się niekiedy przydarza), to wybacz moje pytania, zrozumiem jeśli pozostawisz je bez odpowiedzi.

    • Księżniczka w kaloszach
      Marzec 7, 2016

      To bardzo proste i nie jest żadną niedyskrecją pytanie.
      Zwyczajnie po tylu latach niejedzenia mięsa -nie miałam w ogóle na nie chęci (bez ściemniania, podjadania – czasami jedyne za czym teskniłam w sensie smaku to paskudztwa typu to parówki czy mortadela) pewnego pięknego dnia po prostu mi się zachciało. Zwykłam bardzo słychać swojego organizmu, i wyszłam z założenia że się upomniał, że ma braki. I skusiłam się na mięso. Ciężko odchorowałam tą decyzję, ale powoli mięso wracało do mojej diety, bo organizm o nie się dopominał.
      Uważam, że jeśli się je mięso trzeba być uczciwym. Hodując własne zwierzęta znam cenę tego plastra wędliny na kanapce. Obłuda prowadzi do wypierania ze świadomości pochodzenia jedzenia. Prowadzi do tego, że lekką ręką wyrzuca się wędlinę czy mięso, bo przeciez pochiodzi ze sklepowej lady czy tacki.
      Byłam w rzeźni, widziałam świnie w histerii w ciężarówce i to jest coś, czego nie zapomnę do końca życia. Zjadając zwierzęta własnej hodowli, czy żyjące dziko ponoszę pełnię konsekwencji. I wiem, że do ostatniej chwili ten żywot był bez stresu i złych emocji.

  • Ala
    Marzec 8, 2016

    „Jesteś odpowiedzialny za to co oswoiłeś” i tak to juz jest z ta hodowla, jakiego stworzonka by nie hodować. Wiele radości ale i wiele zmartwień i trudnych decyzji, wyborów, wiele pracy i czasu. Sliczne małe „owczatka”. Pozdrawiam serdecznie – Ala

  • ratatahajawaja
    Marzec 31, 2016

    Bardzo ciekawe, urocze stworzenie. Bardzo lubię takie zdjęcia, niesamowicie pokazują delikatność tych istot ale i ich majestat. Po więcej takich widoków zapraszam na owcewgorach.pl, tam jest tego całkiem sporo.

  • Paulina
    Kwiecień 12, 2017

    jak byłam dzieckiem naszemu ojcu zachciało się kozę, mieszkała w biednej stajence, miała sporą ląkę do wypasu, no i towqrzystwo nas, dzieci. pamiętam dobrze pierwszą kozę naszą, wołali do niej Mała, choć już miała parę lat, pamiętam też że był u niej w gościach czarny śmierdzący cap, no i wyszły z tego 3 kózki, pamiętam,że byłam przy wykacaniu, i nie dokarmialiśmy kóz, pilnowałam,żeby jadły po równo na zmianę, miała na tyle mleka, ładnie rosły, były bardzo urodne no i lubiły się bawić, nie tylko między sobą z nami dziećmi wtedy też. To jedne z najmilszych wspomnień dzieciństwa

Dodaj komentarz