Dlaczego nie wychowuję swojego dziecka dla siebie

środa, Luty 24, 2016 17 0

Każdy z nas ma inny próg akceptacji tego, co go wkurza i złości. W zaciszu domowego ogniska pozwalamy sobie na dużo więcej niż w przestrzeni publicznej czy też w sytuacjach formalnych. Dlaczego nie wychowuję swojego dziecka dla siebie? Dla kogo wychowujemy nasze dzieci i czy dziś w ogóle je wychowujemy? dziecko-1

 

Wiele się zmieniło od kiedy sama byłam dzieckiem, zmieniły się poglądy rodzicielskie, metody wychowawcze i poziom akceptacji pewnych zachowań. Tak mi się wydaje. Choć zaczynam mieć wątpliwości, czy aby na pewno. Czy dziecko siedzące w autobusie kopiące współpasażera w płaszcz nie wkurza tak naprawdę tak samo, niezależnie od epoki? Zaczynam myśleć, że jest dokładnie tak samo. Choć dziś rozwydrzenie nazywa się miliardem synonimów, które de facto synonimami niewychowania nigdy nie były. Dziś to bezstresowe wychowanie, rodzicielstwo bliskości, i wszelkie inne zaburzenia, które ma co drugie dziecko.

„Dzień dobry”

Mówię, w sklepie, w przedszkolu i tysiącu sytuacji. Chcę by Lew też mówił. Czy mówi? Nie zawsze. Czy mu przypominam? Oczywiście. Bo to, że zapomniał się przywitać wchodząc do przedszkola wynika z tego, że nie pamięta, że był myślami gdzie indziej, że nie usłyszał że ja mówię. Po pierwsze dobry przykład rodzica, ale jeśli widzę, że nie mówi przypominam. Nie liczę na to, że trzylatkowi się ułoży samo, bo się nie ułoży jeśli nie będziemy o tym rozmawiać, przypominać i egzekwować.

Czasami słyszę o sytuacjach, że dziecko się buntuje, nie chce powiedzieć, płacze i wpada w histerię. Na serio? Nam się nie zdarzyło, że delikatne przypomnienie wyzwoliło taką reakcję. Jeśli wyzwala – problem jest zupełnie gdzie indziej i trzeba go szukać i rozwiązać.

dziecko-3

Ponoszenie konsekwencji

Ucząc dziecko w domu, czym jest konsekwencja będzie mu łatwiej ją ponieść i zrozumieć, gdy trafi do przedszkola czy szkoły. Jeśli dziecko umyślnie coś komuś zniszczy – nie widzę innej opcji jak naprawienie czy odkupienie. I to nie rodzic powinien sklejać porwany rysunek kolegi a dziecko. Dziś skleimy rysunek, jutro zapłacimy za zniszczoną książkę z biblioteki, pojutrze przyjmiemy punkty karne za prędkość.

Nauka konsekwencji procentuje, bez dwóch zdań. Nie mam w domu problemu z umyślną dewastacją, pisaniem po ścianach, niszczeniem zabawek. Podstawa to tłumaczyć. Lew wie, że jeśli zepsuje np. telefon, to cała zawartość skarbonki będzie zbyt mała by go naprawić. Wie i rozumie, bo wyciągamy konsekwencje, choć nie jest to proste a rodzicowi chce się ulec, bo tak jest prościej.

Tak samo rzecz się ma z przypadkowo przyniesioną zabawka z przedszkola. Przyniosłeś – musisz odnieść, przeprosić. Nie zamiatam dziś pod dywan, nie udaję, że to nie miało miejsca. I widzę, ze to procentuje.

Empatia 

Nauka dzielenia czyichś emocji zaczyna się w domu. Jeśli zdarzyła mu się przykrość – pocieszam. Potem on wie, że jeśli ja jestem smutna pocieszy mnie. A w grupie rówieśniczej będzie współczuł koleżance, bo boli ją brzuch.

Tu jednak w moim odczuciu trzeba być ostrożnym. Zwłaszcza w połączeniu z ponoszeniem konsekwencji. Przykład idealny – Lew ciągnie Bułę za obrożę, ona się delikatnie odgryza a on w bek. W takich sytuacjach trzeba zachować trzeźwy ogląd, kto kogo męczył i kto jest winien.dziecko-4

Dzielenie się

Dla mnie temat rzeka, czy trzeba się dzielić – według mnie nie, ale jeśli się nie dzielisz inni się z Tobą nie podzielą. Stosuje w domu, Lew doskonale stosuje w przedszkolu. I choć wie, że nie musi się dzielić, nikt nigdy go nie zmuszał do tego, wybiera mądrze.

Dzieli się i śniadaniem i zabawkami. Za to gdy prababcia zmusza go do dzielenia, nie chce się dzielić. I mnie to nie dziwi, bo przymus zwyczajnie przy dzieleniu rodzi bunt i frustrację.

Wszystkich trzeba lubić

Nie trzeba. Ja nie lubię wszystkich i nie będę wmawiać dziecku, że musi lubić wszystkich. Nie musi dać się obściskiwać wszystkim dalekim kuzynkom.

Co innego podstawowe zasady kultury jak „Dzień dobry” czy „Przepraszam”, a co innego buzi buzi. Jeśli nie ma ochoty na zabawę, przytulanie, szanuję to. Również w domu. Sama bym przytulała go zdecydowanie częściej, niż on ma chęć. To również buduje asertywność dziecka.

dziecko-2

Radzenie sobie w sytuacjach konfliktowych

To w sumie najtrudniejszy temat, ale uważam, że dziecko powinno potrafić sobie radzić w takich sytuacjach. Doskonale pamiętam sytuację z dzieciństwa, gdy nakrzyczała na mnie i moje koleżanki babcia pewnej dziewczynki, że się z nią nie bawimy a musimy;] Po tej interwencji przestałyśmy się z nią bawić nawet sporadycznie, była niemiła i ciągle skarżyła, a interwencja babci spowodowała, że została wykluczona zupełnie.

Nie mówię o ekstremalnych sytuacjach, gdzie rodzic musi wkroczyć. Ale o codziennych banałach, że ktoś kogoś popchnął czy coś zabrał. I choć to mało popularne, a mówienie o tym publicznie już w ogóle, zdecydowanie wolę jak dziecko odda atakującemu, niż poleci na skargę do pani. Ze skarżypyt nie wyrasta nic dobrego;]

A Wy wychowujecie dziecko dla siebie czy dla innych?

podobne wpisy

Komentarze: 17
  • CzarownicaSa
    Luty 24, 2016

    Zdecydowanie! Dziś chyba łatwo zapomnieć, ze „nasze” dziecko kiedyś będzie komórka społeczna. I nie każdy będzie tak cierpliwy i uległy jak mama ;)

  • Siłaczka
    Luty 24, 2016

    Bardzo fajny tekst. Zapamiętam. Dziś, mam wrażenie, coraz mniej rodziców o tym myśli.

  • Nati
    Luty 24, 2016

    Ja mam podobnie. Jakbym czytała własne słowa (tyle, że ładniej ujęte:))) Mój syn niebawem skończy 6 lat i już od dawna procentuje moje wychowanie. Ba-nasze! Razem z mężem wychowujemy nasze dzieci. Czasem łapię się na tym, że mąż jest mądrzejszy ode mnie w wielu kwestiach. Ja reaguję tak „po babsku” czyli emocjonalnie a on jest racjonalny i wyważony. Cieszą mnie komplementy jakie słyszę o moich dzieciach, że grzeczne, że zawsze uśmiechnięte, ale tak po cichu wiem, że to praca 24/h aby tak było:) Pozdrawiam Pani Księżniczko z Beskidu Wyspowego:)

  • AgnieszkaK
    Luty 24, 2016

    Syn ma 4 lata, a ja już myślę, żeby w dorosłym (teraz oczywiście też) życiu brał czynny udział w domowych obowiązkach; żeby nie myślał, że pranie robi się samo; że obiad sam wjechał na stół. Nie chcę, żeby był „kaleką” dokarmianą i opieraną przez mamusię/żonę. I chciałabym, żeby kiedyś ktoś powiedział, że to dobrze wychowany człowiek :)

  • cozerka
    Luty 24, 2016

    Podobnie mam. Uprzejmość, empatia i pewność siebie. I bardzo nam zależy aby go „nie uczyć tych rzeczy”, tylko pokazywać naszym zachowaniem i tak dzień dobry, poproszę i dziękuję pojawiło się samo.
    inna rzecz to grzecznosc, niegdzeczność – zupełnie nieużywane u nas w domu, często nadużywane przez starsze pokolenie. Widzę po G, że jak mu ktoś mówi „Bądź grzeczny” albo „Jaki Ty jesteś grzeczny” to on tego zupełnie nie łapie o co biega. Zresztą mam głębokie przekonanie (ponoć zgodne z książkami, ale ja książek o wychowaniu nie czytam), że jak nazywamy nasze dzieci takimi się stają…a nie chcemy aby był „grzeczny” czy „niegrzeczny”.

  • cozerka
    Luty 24, 2016

    piękna „jezyka polska” mi wyszła. Przepraszam za błędy.

  • Manola
    Luty 24, 2016

    Mądry tekst mądrej mamy.
    Jesienią widziałam pewien obrazek wracając z pracy samochodem.Przed przejściem stała pewna mama z synkiem…Na oko jakieś 9 lat,odpowiedniej ,,postury”…Kobieta w ręce trzymała reklamówkę z zakupami,na ramieniu dużą damską torebkę,a na plecach sporawy plecak synka.Synek walił pięścią w tak zwany ,,przyspieszacz sygnalizacji”, a buciorem kopał słupek.Pomyślałam, że to taki smutny jesienny obrazek,niestety dość powszechny…

  • tomeska
    Luty 24, 2016

    bardzo dobry tekst…zgadzam się ze wszystkim co Pani napisała….ale! ja raczej nie chcę myśleć o tym, że wychowuje dziecko dla kogoś….dla przyszłego partnera/partnerki, dla sąsiadów, dla swojej teściowej….pewnie dla każdego po trochu…ale ciężko o tym myśleć…chciałabym żeby moje dziecko było przyzwoitym człowiekiem i chyba staram się poprawiać błędy moich rodziców w wychowaniu mnie, najczęściej tym się kieruję…

  • Ewa
    Luty 26, 2016

    Brawo za mądry tekst..Po tym co przeczytałam u pewnej matki,której dziecko może robić wszystko co ONA zechce aż mi ulżyło…

  • ania
    Luty 26, 2016

    I tak wszystko będzie zależeć od wieku ,,nastoletniego”. Od tego jakich kolegów będzie miał. Czasami wszystko potrafi odwrócić się o180 stopni. Z grzecznego malucha wyrośnie niezbyt grzeczny dorosły.

    • Księżniczka w kaloszach
      Luty 26, 2016

      Co to znaczy niezbyt grzeczny dorosły?:D

      • ania
        Luty 26, 2016

        Wiek nastoletni bywa bardzo burzliwy. Dziecku zależy bardziej na opinii kolegów niż rodziców. Czyhają nałogi, uzależnienia różne. Lepiej nie chwalić dnia przed zachodem słońca.

        • Księżniczka w kaloszach
          Luty 26, 2016

          Najlepiej to nad kolyska zasiasc i plakac a dziecka nie chwalic w ogole…

          • ania
            Luty 26, 2016

            Zawsze mam dystans do wszelkich mądrych rad. Życzę wszystkiego najlepszego. Dzieci to wszak dużo radości i tego nikt nie zmieni.

  • Iza
    Luty 29, 2016

    Mam 53 lata i wychowałam dwóch świetnych już teraz dorosłych samodzielnych facetów (jeden żonaty) Męskich i wrażliwych (da się pogodzić) Udało się. Mam z nimi świetny kontakt, zawsze tak było.Stosowałam intuicyjnie oraz wzorowałam się na własnym ojcu takie metody jak Pani opisuje. I dziękuję Bogu że są jeszcze w tym zwariowanym świecie takie mądre mamy jak Pani. W każdym wieku dziecko potrzebuje czegoś innego i każde nawet rodzeństwo trzeba obserwować traktować indywidualnie. Ale w każdym wieku potrzebuje miłości, takiej najprostrzej,zrozumienia uwagi, konsekwencji i pewności że może przyjść do nas (dorosłych) z każdym problemem. To zdaje egzamin naprawdę.
    GRATULUJĘ MĄDROŚCI ŻYCIOWEJ

  • Joanna Krzysztofik
    Marzec 12, 2016

    Świetny tekst Pani napisała :). Generalnie zgadzam się. Aczkolwiek mam pytanie do jednego kawałka „Ale o codziennych banałach, że ktoś kogoś popchnął czy coś zabrał.” Jeśli ‚popchnie’ lub ‚zabierze’ celowo? Nikt nie mówi by skarżyć za to przysłowiowe nie bawienie się z kimś. Ale jeśli dochodzi np. do docinania z powodu noszenia okularów…

    • Księżniczka w kaloszach
      Marzec 12, 2016

      Są momenty, gdy należy wkroczyć, ale atak słowny dobrze jest umieć odpierać od małego. I tego też warto dziecko nauczyć.

Dodaj komentarz